Alex
starała się złapać oddech, co przychodziło jej z ogromną trudnością. Czuła na
swojej szyi mocny uchwyt Ellie, chociaż już od kilku minut leżała nieruchomo
pod ścianą. Gdy dostrzegła, że dziewczyna ma zamiar opuścić jej pokój, zebrała
w sobie siły i podniosła się.
-
Czekaj- powiedziała zachrypiałym głosem- Mówisz… mówisz, że nie wiem, że nie
potrafię… Że mój brat…- z trudnością przychodziło jej mówienie, nawet gardło
było obolałe od mocnego uścisku wilczycy- Nie wiem, o co chodzi a Ty jesteś
jedną osobą, która może mi wyjaśnić cokolwiek- powiedziała. Czekając na reakcję
Ellie dodała:
-
Proszę…
Elisabeth
odwróciła się i spojrzała na blondynkę, westchnęła i usiadła na łóżku mówiąc:
-
No dobra. Ale pamiętaj, wszystko co Ci powiem ma nie wyjść poza ten pokój. Alex
usiadła na krześle przy biurku. Wiedziała, że musi zachować dystans.
-
Pamiętasz opowieść nauczycielki z lekcji historii?- zapytała Ellie, Alexandra
przytaknęła- Wyobraź sobie, że wszystko co powiedziała to prawda. Mało tego w
tym całym przedstawieniu to my gramy główne role. Mój ród wywodzi się od
wilków, jesteśmy wilkołakami. Istotami, którymi kieruje rządza mordu i krwi,
pragniemy jej. Kiedyś mogliśmy przemieniać się tylko w czasie pełni, ale teraz…
Nasza rasa jest doskonalsza, opanowaliśmy transformację do perfekcji. Za to
Ty…- zaczęła i z wyrazem pogardy na twarzy spojrzała na dziewczynę- Ty jesteś
czarownicą. Wiedźmą, która powinna zostać spalona na stosie jak jej
poprzedniczki. Przynosisz im wstyd wiesz?- uśmiechnęła się złośliwie- One przynajmniej
starały się walczyć, uciekały z Salem, a Ty tutaj przyjeżdżasz i podajesz się
wszystkim na tacy! A Twój brat i White są naprawdę tacy głupi, czy tylko udają?
Wilczyca macha im ogonem przed nosem, a oni nie reagują. Toż to mi dopiero
łowcy…
-
Łowcy?
-
Rewelacja- Ellie klasnęła w dłonie- O tym też nie wiesz? O tym, że Twoja
rodzina od zawsze polowała na wilkołaki? Myślisz dlaczego jest nas tak mało?
-
Bo tacy idioci jak Blake naskakują na siebie?- odezwała się dziewczyna.
Elisabeth zaśmiała się.
-
Jesteś w niebezpieczeństwie, więc pakuj swoje rzeczy i spadaj stąd póki możesz-
powiedziała po chwili śmiertelnie poważnie- Zabierz brata i wracajcie tam, skąd
przyjechaliście- dodała wstając z łóżka.
-
Masz stąd wyjechać, albo tu wrócę i dokończę to co dzisiaj zaczęłam-
powiedziała na zakończenie. Z gracją wskoczyła na parapet, a następnie
zeskoczyła w ciemny las.
Alex
czuła jak po jej policzkach spływają ciepłe, słone łzy. Łzy strachu i
bezradności. Jednak po chwili jej wnętrze rozpalił ogromny gniew, z jej gardła
wydobył się krzyk, a każda żarówka w pokoju rozsypała się na drobny mak. Zapadła
ciemność.
Po
kilku godzinach Alex podniosła się na łokciach, ciągle leżała na podłodze, a w
pokoju panował kompletny bałagan, jakby niesamowity wicher wpadł do pokoju i
zmiótł wszystko co miał na swojej drodze. Elisabeth.
Alexandra
pozbierała się z podłogi, pospiesznie uprzątnęła co tylko się dało i wyszła z
pokoju. Czuła się niesamowicie słabo, ale gniew, który rozpalał ją od środka
napędzał ją. Weszła do kuchni, gdzie zastała Thomasa.
-
Gdzie Twoja koleżanka?- zapytał.
-
Wyszła jakiś czas temu- skłamała, nalała soku do szklanki i upiła łyk.
-
Długo się znacie?
-
Od kilku dni. Dlaczego pytasz?
-
Jest coś- zawahał się przez chwilę- Coś, co mi w niej nie pasuje…
-
Może to, że mój brat na nią leci?- zapytała Alexandra. Thomas uśmiechnął się
pod nosem, lecz szybko spoważniał.
-
Chodzicie razem do szkoły, prawda?- zapytał, a Alex przytaknęła- Muszę ją mieć
na oku, coś naprawdę jest z nią nie tak.
Dziewczyna
przeraziła się, ale nie dała tego po sobie poznać.
-
Wiesz co, to może ja będę ją obserwować? A Ty popilnujesz mojego braciszka… O
wilku mowa- dokończyła z uśmiechem, kiedy Robert wszedł do kuchni.
-
Ellie już wyszła?- zapytał.
-
A nie mówiłam?- Alex uśmiechnęła się lekko spoglądając na Toma.
-
Chodź, musisz odwieźć mnie do pracy- powiedziała do Roberta i skierowała się do
wyjścia.
Droga
do miasta jak zwykle upłynęła im w ciszy. Odkąd przyjechali do Salem Alex
czuła, że oddala się od brata. Chciałaby mu o wszystkim powiedzieć, ale
wiedziała, że konsekwencje tego mogą być opłakane.
-
Robercie?- zapytała, chłopak spojrzał na nią.
-
Słyszałeś te wszystkie historie, które krążą o Salem?
-
Jasne, czarownice, stosy i takie tam- uśmiechnął się.
-
A te o wilkołakach?- zapytała niepewnie.
-
Wilkołakach?- zapytał i głośno przełknął ślinę. Dziewczyna spostrzegła, że
zaczął mocno zaciskać ręce na kierownicy. Trafiła w dziesiątkę.
-
No wiesz ludzie, którzy zamieniają się w wilki.
-
Wiem co to wilkołak. Skąd to pytanie?
-
Znikąd, tak tylko... Nic nie wiem o tym miasteczku, a nasi rodzice przecież tu
dorastali. Sami nie zdążyli mi o tym opowiedzieć, myślałam, że Ty mi coś
powiesz- dokończyła smutno.
-
Jesteśmy na miejscu- przerwał- Pogadaj z Tomem, on z całą pewnością będzie znał
wiele tutejszych bajek- uśmiechnął się.
-
Racja- odpowiedziała. Wyskoczyła z samochodu rzucając bratu na zakończenie do zobaczenia i skierowała się do
kliniki weterynaryjnej. Jak zwykle o godzinie dziewiątej w sobotę była jeszcze
zamknięta. Zapukała dwa razy, a po chwili drzwi otwarł jej Wayne. Spojrzał na
nią z dziwną ulgą na twarzy. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.
-
Elisabeth była u mnie- zaczęła, a jej głos zaczął drżeć- Ona… Ona chciała mnie
zabić, za to, że się tutaj pojawiłam- powiedziawszy to uniosła głowę do góry i
spoglądała na sufit odganiając łzy.
-
Potem powiedziała mi wszystko o wilkołakach, czarownicach, że mój brat i Tom są
łowcami. Nie wiem czemu Ci to mówię. Pewnie o wszystkim wiesz, ale i tak nie powinnam
tego robić. Nie potrafię jednak… Nie poradzę sobie z tym sama.- dokończyła
siadając na krześle.
-
Wiesz- spojrzała na Wayne’a- Ellie ma rację, jestem słaba i nie nadaję się na
czarownicę. Może powinna była się mnie pozbyć, kiedy miała okazję…
-
Przestań tak mówić- powiedział i usiadł obok niej- Nie Ty zdecydowałaś, że
chcesz być czarownicą. Twój ród został wybrany, musisz się tylko wiele nauczyć.
Pomyśl o tym, że jedni dziedziczą wielki nochal, a ty magię, więc poniekąd Ci
się poszczęściło.- Alexandra zaśmiała się.
-
I nie jesteś sama- powiedział i ujął jej trzęsące się dłonie w swoje- Moja
babcia…
Babcia.
-
Wayne, jesteś genialny. Babcia- przerwała chłopakowi- Skoro ta moc jest w mojej
rodzinie od zawsze, to moja babcia również jest czarownicą! Jak mogłam
wcześniej na to nie wpaść- Alex podniosła się szybko się krzesła.
-
Chyba nie chcesz tego zrobić teraz?
-
Czemu nie? Wątpię, że przy następnej okazji Ellie znowu się zawaha.
-
Nie pozwolę jej na to, żeby była kolejna okazja- powiedział i stanął przed
dziewczyną- Pojedziemy do Twojej babci razem, w poniedziałek od razu po szkole.
-
Dobrze…- powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
Pozostały
czas spędzili na opatrywaniu zwierząt. Alex kilka razy chciała wypróbować
zaklęcie, którego kilka dni wcześniej na roślince, jednak jej moc jakby się
ulotniła. Nie czuła już mrowienia, które przeszywało jej ciało, nie czuła
energii, które przychodziła przez jej palce. Nie czuła kompletnie nic. Wróciła
późno do domu, bo ostatni interwencja ze złamanym skrzydłem papugi pani Rose
nieco się przedłużyła.
Była
zmęczona. Nie fizycznie, a psychicznie. Wilki, czarownice, setki pytań i
żadnych odpowiedzi. Wilczyca, próbuje ją zabić. Mieszka pod jednym dachem z
łowcami wilkołaków, a jednemu z nich Elisabeth z pewnością nie jest obojętna. I
Wayne…
Alex
przystanęła przy drzwiach pokoju swojego brata. Były lekko uchylone. Zmęczenie
czy nie, nie mogła uwierzyć w to co właśnie zobaczyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz