Ellie miała jasno postawiony cel: zrobić wszystko, by nie stać się kolejną "niewolnicą" Gorana. Maszynką spełniającą jego zachcianki. Sposób był jeden. Najwyższy szukał czarownicy, którą mógłby w odpowiednim momencie złożyć w ofierze swoim bożkom, której po prostu nie mógł znaleźć. W związku z tym Alex, która byłaby mu podana na tacy, jeśli tylko wiedziałby o jej istnieniu, powinna natychmiast opuścić Salem. Innym sposobem okazać się mogło uprzedzenie Gorana.
Budząc się tego ranka wiedziała dokładnie, co zrobi wieczorem. Wyciągnie Alex na spacer i zabije ją. Tak, jak robiła z innymi. Podeszła do wielkiego lustra i zmarszczyła brwi. Nie była tak dobrym zabójcą, jak reszta. Jeszcze. Wciąż odczuwała to nie jako mechanizm, coś normalnego. Widziała ogrom swojego bestialstwa. "To z czasem zanika" mówili. Tak się stanie, ale wcześniej każdy z nich przechodził to samo co ona. Miał to samo uczucie wstrętu do samego siebie, gdy rano patrzał na swoje odbicie w lustrze.
Wtem usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę. - odpowiedziała płytko, a w tym samym momencie zza drzwi wyłonił się Wayne. Z tym samym ciepłym uśmiechem co zawsze, tym razem niby tylko przyklejonym, rażąco kontrastującym ze smutnymi oczyma.
- Surowica - rzucił do niej strzykawkę z płynną zawartością. Dziewczyna bez problemu pochwyciła przedmiot,a chwilę później już wbijała igłę w ramię. Holt zamknął drzwi i powolnym krokiem, z dłońmi opartymi na biodrach przespacerował się po pokoju dziewczyny.
- Nadal nie ma szans na jakiekolwiek wyjaśnienia? - zapytał wypuszczając powoli powietrze z ust.
- Myślę, że nie trzeba być jasnowidzem, żeby znać odpowiedź na Twoje pytanie, Holt.
- Do niej się nie odzywasz, rozumiem. Ze mną też nie rozmawiasz, w porządku.
- Gadałeś z nią?! - Ellie zmarszczyła gniewnie czoło i skrzyżwała dłonie na piersiach.
- Zrozum nas. Ona musiała z kimś porozmawiać a ja oczekiwałem jakichkolwiek informacji! Chyba oboje zasługujemy na jakiekolwiek wyjaśnienia!
- Zabiję ją dzisiaj. - warknęła Elisabeth i podeszła do okna.
- Chyba żartujesz....
- Kiedy jakakolwiek istota nadprzyrodzona mówi Ci, że kogoś zabije, to nigdy nie ufaj w to, że żartuje.
- Ja wiem, że jesteście tym, czym jesteście i żyję! Ona chyba też ma prawo!
- Ona nawet nie wie co się dzieje. Nie wie kim jest i jak korzystać ze swojej mocy. Jej brat jest łowcą, przy najbliższej okazji powybija nas wszystkich, a Ciebie będzie torturował, aż mu nie powiedz każdego przeklętego nazwiska w tym mieście. A uwierz mi, Alex jest na tyle głupia i wystraszona, że przy pierwszej lepszej okazji mu wszystko powie.
- Ellie wiem, że nawet nie mam co próbować Cię powstrzymywać Ale ona uratowała Ci życie mimo, że mogła po prostu stamtąd uciec.
- Skoro nie masz co próbować, to przestań to robić! - krzyknęła blondynka na co Holt tylko pokręcił głową i z równie wściekłą miną wyszedł z pokoju. Co teraz zrobi? Ciężko było stwierdzić, ale Ellie już wiedziała, że znów musi ścigać się z czasem i być w domu White'a jeszcze przed przyjacielem.
Zerwała się z miejsca i biegiem puściła się w stronę posiadłości Łowcy.
Wyprzedzenie chłopaka nie było dla niej zbyt trudnym zadaniem, o ile ten faktycznie miał zamiar przeszkodzić jej w osiągnięciu zamierzonego celu. Stanęła przed wielkimi mahoniowymi drzwiami i nacisnęła dzwonek, którego dźwięk rozległ się gdzieś w głębi domu.
Nagle jej oczom ukazał się wysoki, umięśniony brunet o zielonych oczach. Już miała kiedyś okazję go spotkać. Ba! Zasłużyła wtedy nawet na darmową podwózkę w miejsce, do którego i tak nie miała zamiaru iść.
- No proszę. Cóż za zaszczyt mnie kopnął, że do mojego domu przychodzi tak nieziemsko seksowna blondynka? - Robert Cain uśmiechnął się zawadiacko.
- Jeśli nadal nie wiesz chodzę do szkoły z Twoją młodszą siostrą - blondynka uśmiechnęła się delikatnie.
- Więc jeżeli chcesz ją spotkać to przykro mi bardzo, ale przez najbliższe pół godziny jesteś skazana na mnie. Alex właśnie weszła do łazienki, a jest znana ze swoich sobotnich oblężeń.
- Myślę, że jakoś to przeżyję - wyszczerzyła się dziewczyna.
- Cała przyjemność po mojej stronie! - Robb natychmiastowo odwzajemnił uśmiech. - Więc.... Długo mieszkasz w Salem?
- Kilkanaście lat. Kiedy moi rodzice zginęli, przygarnęła mnie rodzina.
- No to mamy wspólny temat - Mruknął chłopak nieco bardziej ponurym głosem.
- Nie rozumiem?
- Moi również nie żyją. Zostali zamordowani. W Salem.
- Bardzo mi... przykro, nie miałam pojęcia....
- To było bardzo dawno temu - uśmiechnął się Cain.
Ellie rozejrzała się po pokoju. Spostrzegła duży kredens, na którym stało obramowane zdjęcie. Dwoje uśmiechniętych ludzi z dwoma dzieciakami na rękach. Podeszła do zdjęcia i wbiła w nie wzrok, skupiając się przez dłuższą chwilę na uwiecznioych postaciach, w których rozpoznała rodzeństwo Cain'ów.
- Tak, to właśnie oni - usłyszała za sobą i machinalnie odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni, przypadkowo wpadając na chłopaka. Teraz dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. A Ellie poczuła swoje zwierzęce "ja". Niepowstrzymaną chęć dotknięcia tych idealnie wyprofilowanych ramion i cudownych ust.
- Mam nadzieję, że łączą nas nie tylko te pesymistyczne rzeczy - mruknął Robert.
Słysząc odgłos otwieranych gdzieś na górze drzwi odsunęli się od siebie jak poparzeni. Już po chwili na schodach pojawiła się Alex z nieco zaskoczoną miną. NIe wiadomo czy jej zdziwienie spowodowane było samą w sobie wizytą Ellie po kilku dniach milczenia, czy sytuacją, którą zaobserwowała.
- Alex! - klasnęła w dłonie wilczyca.
- Elisabeth... - szepnęła dziewczyna. - Chodź do mnie.
Ellie tak też uczyniła.
- Co TO było? - zapytała wymownie Alex zamykając za sobą drzwi.
- Wydaje mi się, że to nie jest najważniejsza sprawa, którą mamy do załatwienia. - Ellie od razu zmieniła swoje oblicze na mniej ludzkie.
- Do załatwienia? - zdziwiła się Alex - Czyli jednak postanowiłaś że odpowiesz na kilka moich pytań?
- Postanowiłam Cię zabić - warknęła dziewczyna. Alex stanęła jak wryta.
- Przecież ja nic nikomu.... Ja.... - dziewczyna zaczęła panikować, a blondynka jednym sprawnym ruchem złapała ją na gardło i przycisnęła do ściany.
- Jesteś wiedźmą i nie potrafisz korzystać ze swoich mocy. Jesteś niebezpieczna dla samej siebie i innych, Twój brat poluje na mnie, bo jestem wilkołakiem, rozumiesz? WILKOŁAKIEM. - powiedziała przez zaciśnięte zęby.- Zginiesz prędzej czy później.
Elisabeth puściła dziewczynę, a ta osunęła się na ziemie łapiąc odruchowo za gardło.
- Życie za życie. Spłacam swój dług - szepnęła. Jeszcze raz rzuciła spojrzeniem na bezbronną i zdezorientowaną Alex o zrobiła krok w stronę okna. Otworzyła je i usiadła na parapecie z zamiarem ulotnienia się.
- Czekaj...! - Alex pozbierała się szybko, lecz niezgrabnie. - Mówisz.... mówisz że nie wiem, nie potrafię... Że mój brat... Nie wiem o co chodzi a Ty jesteś jedyną osobą, która może mi wyjaśnić cokolwiek.
Ellie powoli odwróciła się w stronę dziewczyny.
- Proszę. - wyszeptała ta druga. Elisabeth westchnęła głęboko i usiadła na stojącym po środku pokoju łóżku.
- No dobra. Ale pamiętaj, wszystko co Ci powiem ma nie wyjść poza ten pokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz