Do tej pory czarownice i wilkołaki
byli wyłączenie elementami bajek, których nie raz Alexandra słuchała przed snem,
będąc dzieckiem. A teraz każda z tych postaci ożywa, teraz ona sama należy do
świata baśni.
Siedząc na krześle w poczekalni
kliniki weterynaryjnej Alex spoglądała na swoje ręce, na których zalegała
zaschnięta krew. Czekała, aż drzwi, za którym zniknęli Wayne i Elisabeth
otworzą się. Próbowała uspokoić drżenie dłoni, które towarzyszyło jej odkąd
tylko dostrzegła wilka na swojej drodze.
Ona
uratowała mi życie, pomyślała. I wtedy drzwi się otwarły. Gdy tylko z
pomieszczenia wyłoniła się dziewczyna Alex od razu stanęła na równe nogi.
Spojrzała na nią: była poobijana, miała kilka siniaków, a bok i lewą rękę
ściśle obandażowane. Szybko ukryła opatrunki pod bluzą i skierowała się do
wyjścia nie spoglądając nawet na Alexandrę.
- Dziękuję, uratowałaś mi życie-
powiedziała Alexandra. Ellie zatrzymała się, odwróciła się na pięcie i
spojrzała na dziewczynę. Alex spojrzała w jej oczy, wyglądały identycznie jak u
jej wilczej postaci. Jakby zmieniało się całe jej ciało, ale oczy wciąż
pozostawały te same.
- Mogę się jakoś odwdzięczyć?
- Tak, zapomnij o tym co widziałaś,
nikomu nic nie wspominaj, zrozumiałaś?- powiedziała stanowczym tonem podchodząc
bliżej- Ani słowa, bo następnym razem Ci nie pomogę- zakończyła groźnie i
szybkim krokiem wyszła z kliniki.
Alex głośno wypuściła powietrze,
usiadła z powrotem na krzesło i schowała twarz w dłoniach, zapominając, że są
oblepione resztkami krwi.
- W porządku?- usłyszała męski głos.
Podniosła głowę i spojrzała na młodego weterynarza. Prawie zapomniała, że on
również tutaj jest.
- Szczerze mówiąc nie, nie jest w
porządku. Prawie zostałam rozszarpana przez wilkołaka, w dodatku nawet nie wiem
kim jest…- odpowiedziała drżącym głosem.
- Witamy w Salem- odpowiedział
chłopak- Chodź, musisz to zmyć z siebie.
Zaprowadził Alexandrę do łazienki.
Dziewczyna stanęła przy zlewie, a Wayne odkręcił kurek z ciepłą wodą. Alex
zaczęła myć ręce, tymczasem chłopak sięgnął do szafki i wyciągnął z niej…
cukier. Dziewczyna spojrzała na niego
zaskoczona.
- Cukier eliminuje zapach wilczej
krwi- powiedział i wysypał część na jej dłonie.
- Znasz się na tym.
- Moja rodzina zajmuje się tym
fachem od kilku stuleci- uśmiechnął się lekko.- Kiedyś Ci opowiem.
Alexandra uśmiechnęła się. Niemalże
już zapomniała, że kilka godzin temu prawie straciła życie.
- Fascynujący pierwszy dzień w
pracy, zawsze macie tu takie wypadki? Opatrujecie rany wilkołaków, złamane
skrzydła wróżek…
- A w piwnicy wiedźmy warzą nam
eliksiry- zaśmiał się Wayne. Alexandra szybko spoważniała. Może śmiać się z
wróżek, ale czarownice to poważny temat.
- Muszę uciekać, szkoła- powiedziała
szybko.
- Pieszo nie zdążysz, jeśli chcesz
mogę Cię odwieźć.- uśmiechnął się.
Kiedy tylko przekroczyła próg
szkoły, od razu naszła ją myśl, że był to głupi pomysł. Gdyby jednak wróciła do
domu Robert nabrałby podejrzeń. Czuła jakby wpakowała się między młot, a
kowadło i nie miała żadnej drogi ucieczki. Jednak jej myśli szybko obrały inny
kierunek- Wayne. Kilka razy złapała samą siebie na rysowaniu serduszek w
zeszycie, za każdym razem wyrywała kartkę, zgniatała ją w kulkę i ładowała do
kosza. Ganiła siebie w myślach, za to, że nie mając takie problemy na głowie,
ona zamiast myśleć o ich rozwiązaniu myśli o gościu, który opatruje wilkołaki.
Po ostatniej lekcji Alex poszła do
swojej szafki, wszyscy uczniowie już prawie opuścili szkołę, a więc na szkolnym
korytarzu znajdowała się teraz tylko ona. Wyciągnęła kilka książek, a inne
postawiła na ich miejscu. Gdy zamknęła drzwi spostrzegła chłopaka stojącego tuż
obok. Odskoczyła do tyłu.
- Nie chciałem Cię wystraszyć-
powiedział. To był towarzysz Elizabeth, Blake.
- Pewnie się zastanawiasz czego od
Ciebie chcę- uśmiechnął się. Było w tym uśmiechu coś dziwnego, coś złowieszczego.
- A chcesz czegoś?- zdziwiła się.
- Wiem, kim jesteś i wiem co
potrafisz- powiedział.
- Nie rozumiem?- zaśmiała się
dziewczyna.
- Niestety nie wrzucę Cię do wody,
żeby to udowodnić, ani tym bardziej nie mogę podpalić na stosie. A szkoda. Jednak jesteś mi potrzebna
i jeśli chcesz, aby Twój sekret był
bezpieczny, zacznij robić co mówię.
Alexandra spojrzała w jego oczy,
gdzieś już je widziała…
- To Ty…
Na twarzy Blake’a pojawił się
złowieszczy uśmiech. To on jest tym wilkołakiem, który ją zaatakował.
- Piśnij słowo na mój temat…-
powiedział i złapał ją za nadgarstek. Alex przypomniała sobie zaklęcie, którym
potraktowała go rano. Sagitta Ignis,
pomyślała i spojrzała na rękę chłopaka, który po chwili oderwał ją poparzony
ogniem.
- Sekret za sekret, Blake- odparła.
Chłopak wpatrywał się w nią intensywnie.
- Alex, idziesz?- usłyszała za sobą.
Odwróciła się i dostrzegła swojego brata, który stał na końcu korytarza.
- Do nie-zobaczenia- szepnęła w
stronę Blake’a i zostawiła go zdezorientowanego na korytarzu. Podążyła za
bratem.
- Adorator?
- Natrętny adorator- zaśmiała się i
wsiadła na samochodu.
W drodze do domu w samochodzie
panowała cisza. Robert starał się nawiązać rozmowę, pytał o pierwszy dzień w
pracy, o szkołę, jednak siostra zbywała go krótkimi w porządku. Zdawała sobie
sprawę w co się wplątała i, że nie może nikomu o tym powiedzieć.
Gdy przejeżdżali przez las Rob nagle
zatrzymał samochód.
- Poczekaj chwilkę, muszę coś
sprawdzić- powiedział i wyskoczył z samochodu. Podszedł do zbitki patyków,
która leżała na poboczu. Alex szybko zorientowała się czemu przygląda się
Robert: w tym miejscu szarpały się wilki. Dostrzegła jak brat zabiera kilka
patyków i wkłada je do foliowego woreczka. Kiedy wrócił nawet nie zapytała w
jakim celu je zabrał, najzwyczajniej udała, że niczego nie widziała. Wiedziała bowiem,
że gdyby zapytała rozmowa mogłaby pójść za daleko. Póki co chciała wrócić do
domu i odnaleźć wśród książek Thomasa coś, co przybliży jej historię tutejszych
terenów. Co przybliży jej historię wilków i czarownic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz