czwartek, 14 marca 2013

15. Chwilowa ucieczka.


Alexandra nerwowo uderzała o kuchenny blat swoimi bladymi palcami. Nie mogła uwierzyć, że jej brat, ten sam, który ściga wszelkie bestie i inne stwory wyłaniające się z nocy, postąpił tak lekkomyślnie. Przespał się z dziewczyną, którą ledwo zna, na którą powinien polować. Od pewnego czasu a ściślej rzecz ujmując odkąd przeprowadzili się do Salem, Robert zaczął dziwnie się zachowywać. Być może przez to, że teraz bardziej niż kiedykolwiek narażony jest na to, że Alexandra dowie się kim naprawdę jest. Dziewczyna była przekonana, że to właśnie atmosfera panująca w Salem miesza im wszystkim w głowach i sprawia, że zachowują się tak bezmyślnie. Była przekonana, że wyjazd od New Jersey dobrze jej zrobi, nie tylko dlatego, że w końcu otrzyma odpowiedzi na stos nurtujących ją pytań, ale również nieco odpocznie od gęstej atmosfery Salem. Wbrew pozorom powinna czuć się tutaj jak w domu, to tutaj się wychowała, to tutaj dorastali jej rodzice, tym czasem odkąd przybyła do tego przeklętego miasteczka jej życie uległo poważnym komplikacjom, o których nawet jej się nie śniło. 
- Dzień dobry- z rozmyślań oderwał ją głos brata, który wszedł do kuchni z uśmiechem na ustach. Zaraz za nim przyszedł Thomas.
- Dzień dobry. Dobrze się spało?- zapytała gorzkim tonem dziewczyna- Elisabeth musiała wyjść w środku nocy, bo kiedy wstałam to już nie było.
- Alex…
- Nie, żadna Alex... Teraz mówimy o Tobie. Robert, czy ty postradałeś zmysły? Rozumiem, że jak większość facetów masz swoje potrzeby, ale do diabła, naprawdę ona?!
- To nie Twoja sprawa z kim sypiam- uciął krótko Robert. Thomas zakrztusił się kawą, kiedy usłyszał wypowiedzieć swojego przyjaciela.
- Ale moją sprawą jest dbać o nasze bezpieczeństwo. Dopiero się wprowadziliśmy, chcesz, żeby całe miasteczko o nas mówiło i wytykało Cię palcem, bo przespałeś się z nieletnią?
- Zajmij się proszę swoim życiem, ja sobie dam radę- powiedział i wyszedł z kuchni. 
Dziewczyna usiadła ponownie przy stole i schowała swoją twarz w dłoniach. W jaki sposób ma ochronić swojego brata przed czymś, o czym nie może mu w ogóle wspomnieć? W jaki sposób ma mu dać do zrozumienia, że Ellie jest niebezpieczna i ma się trzymać od niej z daleka przy tym nie zdradzając mu prawdy, że ma do czynienia z wilkołakiem? 
- Tom- powiedziała i spojrzała na mężczyznę- Mógłbyś z nim porozmawiać? Nie ufam jej podobnie jak Ty, nie podoba mi się, że kręci się wokół niego, a najgorsze jest to, że jemu się to ewidentnie podoba. 
- Myślałem, że Ty i Elisabeth się przyjaźnicie?
- Można tak powiedzieć, ale… tak naprawdę jej nie znam. Tak jak powiedziałeś, coś jest z nią nie tak i póki nie dowiem się o co chodzi nie chcę, aby kręciła się przy nim. Będę ją miała na oku, ale Ty zajmij się proszę nim. Nie chcę, aby w coś się wpakował i żebyśmy znowu musieli się przeprowadzać.
- Zrobię co w mojej mocy- uśmiechnął się.
Mam nadzieję, że nie będę tego żałować, pomyślała.
Alexandra pożegnała się z Tomem i wyszła z domu, wsiadła do samochodu i pojechała do szkoły. Leśną drogę pokonała w zawrotnym tempie, zwolniła dopiero, kiedy wjechała do miasta. Na Parkingu zauważyła Elisabeth. Była zła, że wilczyca posunęła się, aż tak daleko. Miała wielką ochotę coś jej zrobić, ale nie wiedziała jak, a powtórka z jej pokoju, kiedy to Elisabeth przygwoździła ją do ściany, nie wchodziła w grę. Przez chwilę skupiła swój wzrok na dużej donicy, jednak ta ani drgnęła. W wyobraźni widziała jak unosi ją dzięki swojej mocy i pcha w stronę wilczycy. Niestety skończyło się tylko na obrazach w jej myślach. Nie była w stanie oderwać donicy od ziemi. Jakby jej moc była przez coś zablokowana. Była sfrustrowana i rozłoszczona. Udała się na lekcje w trakcie, których co chwilę zerkała na telefon. Oczekiwała na wiadomość od Wayne’a, że czeka na nią na szkolnym parkingu i, że w końcu mogą wyruszyć do New Jersey. Niestety telefon nie odzywał się, milczał nawet w trakcie dużej przerwy. Alexandra zaszyła się na stołówce w najdalszym kącie wielkiego pomieszczenia. Na stoliku leżało jabłko, najwyraźniej, któryś z uczniów siedzących tutaj przed nią zostawił owoc na stole. Dziewczyna usiadła, jednak owoc nie dawał jej spokoju. Rozejrzała się wokoło, wszyscy byli pochłonięci sobą, rozmawiali, jedli, niektórzy chowali nosy w książkach. Ponownie spojrzała na owoc, wypowiedziała cicho zaklęcie i skupiła całą swoją uwagę oraz moc na małym, czerwonym jabłku, które zaczęło drgać. Ponownie wypowiedziała zaklęcie, a owoc uniósł się odrobinę w górę, zawisł przez chwilę w powietrzu po czym opadł na blat z ogromnym hukiem. Alex zorientowała się, że to nie jabłko wywołało huk, a dłonie Elisabeth.
- Czyś Ty zwariowała?
- O co Ci chodzi?- zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Jeśli ktokolwiek zobaczyłby co robisz…
- Jeśli nawet, to co? Spalą mnie na stosie?- warknęła.
- To nie jest poważne zachowanie! Nieodpowiedzialne! 
- A czy odpowiedzialne jest sypianie z moim bratem?- wycedziła Alexandra i obdarzyła dziewczynę rozłoszczonym spojrzeniem, ta odwdzięczyła się tym samym.
- Jesteś pewna, że nikt tego nie wiedział?- Elisabeth rozglądała się po stołówce. Alexandra już miała odpowiedzieć, że starała się być ostrożna, jednak Ellie ją ubiegła mówiąc: Widział. Wskazała brodą krępego chłopaka, który pospiesznie zbierał się z miejsca udając, że niczego nie widział. 
- Możesz sobie pogratulować- syknęła Elisabeth i ruszyła za uciekinierem. Alexandra gwałtownie podniosła się z miejsca i ruszyła za dziewczyną. Gdy tylko przekroczyła próg poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek.
- Dokąd to?- Blake trzymał jej rękę w mocnym uścisku.
- Puść mnie.
- Chyba nie masz zamiaru odprawiać mi tutaj swoje czary-mary, co?- zapytał ze złośliwym uśmiechem.
- Żałuję, że nie mam przy sobie karabinu napchanego srebrnymi kulami, wpakowałabym w Ciebie każdą po kolei. 
- Agresywna, lubię takie- uśmiechnął się. Alexandra w końcu wyrwała się z uścisku chłopaka. Pobiegła w stronę kolejnych drzwi, z którym zniknęła Elisabeth, jednak nie mogła jej znaleźć. Ani jej, ani tego chłopaka, który był świadkiem jej „zabaw” na stołówce. Wybiegła na zewnątrz, jednak tam również nie było śladu po Ellie. Wyciągnęła telefon i wybrała jej numer.
- Czego?
- Nie krzywdź go, to moja wina i ja… sama jakoś to załatwię- powiedziała do telefonu – Elisabeth…? Ellie?- zamiast odpowiedzi Alex usłyszała podłużny sygnał. Elisabeth odłożyła słuchawkę. 
- Alex?- dziewczyna usłyszała swoje imię i odwróciła się..
- Co stało?- Zapytał Wayne widząc zamartwioną minę dziewczyny. Szybko opowiedziała mu ze szczegółami co się stało, jak nieodpowiedzialnie się zachowała i naraziła tym samym życie przypadkowej osoby i o tym, że Blake pewnie celowo ją zatrzymał, żeby miała na sumieniu życie tego chłopaka.
- Ona nic mu nie zrobi, nie jest taka jak Blake. Postraszy go i to wszystko- powiedział z przekonaniem Wayne- Wierz mi, trochę ją znam- uśmiechnął się lekko.
- Niech będzie- skinęła głową. Chociaż bardzo chciała mu wierzyć, coś jej podpowiadało, że jest Ellie jednak nie obejdzie się z tym chłopakiem tak delikatnie.
- Jedźmy już- dodała z uśmiechem i wskazała czerwone Porsche. Wayne spojrzał na samochód ze zdziwieniem na twarzy.
- Pożyczyłam- wzruszyła ramionami- Prowadzisz- powiedziała i rzuciła kluczyki w stronę chłopaka. Ten instynktownie uniósł dłoń i złapał kluczyki. Jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech, wyglądał jak dziecko, które właśnie dostało nową, upragnioną zabawkę.
W szybkim tempie wyjechali z miasteczka, Alexandra zawiesiła przez chwilę wzrok na jednym ze znaków drogowych. Właśnie opuszczasz Salem, do zobaczenia! Gdy tylko przeczytała tekst poczuła niesamowitą ulgę. 
- Robert nie chciał pojechać z Tobą?- zapytał Wayne. Dziewczyna najpier spojrzała na niego a następnie odwróciła twarz w stronę szyby.
- Nie powiedziałaś mu?
- Nie było takiej potrzeby.
- Zadzwoń do niego, pewnie będzie się zamartwiać, gdzie się podziewasz.
- On ma swoje życie, ja mam swoje, mogę robić co chce tak jak i on- odparła- Skoro on może spać z Elisabeth, to ja mogę zniknąć na cały dzień- dodała rozłoszczona poranną sytuacją. 
- Elisabeth i… Twój brat?
- Ona nie zdaje sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo go naraża, a prawi mi kazania na temat tego, że nie powinnam czarować przy ludziach. Przecież jeśli ten cały Goran dowie się, że jedna z jego wilczyc…
- Obie powinniście uważać- powiedział Wayne, był wyraźnie urażony tym co przed chwilą usłyszał. Dziewczyna zauważyła to i szybko zmieniła temat.
- Uwielbiam ten kawałek- niemalże krzyknęła i pogłośniła radio. Zaczęła śpiewać razem z wokalistką piosenkę I’m walking in sunshine. Wayne roześmiał się. Wjechali na autostradę, wskaźnik na liczniku przekroczył liczbę 100 na godzinę. Słońce górowało na niebie, a samochód z każdą chwilą coraz bardziej oddalał się od Salem.