Alexandra
głośno przełknęła ślinę, kiedy stanęła na parkingu Salem High School. Ciągle
wmawiała sobie, że pierwszy dzień w nowej szkole to nic takiego. Przecież
przechodzi przez to nie po raz pierwszy, ale kiedy przyłapała samą siebie na
gapieniu się w ogromny budynek szkolny, który liczył sobie kilkaset lat (jak
wszystko w tym miasteczku) z otwartą buzią wiedziała, że to nie będzie dobry
dzień. Poczuła jak jej żołądek kurczy się i wykonuje przeróżne akrobacje. Dam radę, starała uspokoić siebie w
myślach. W dodatku nie mogła przestać myśleć o Robercie. Dokąd wybierał się
ostatniej nocy? Dlaczego nic jej nie powiedział? Dlaczego nie odbierał tego cholernego telefonu?
Nagle usłyszała ryk silnika,
gwałtownie odwróciła się i dostrzegła czarny motocykl, którego kierowca
najwyraźniej gdzieś miał wszelkie zakazy, bo tabliczka przed wjazdem na parking
zabraniała wjeżdżać na jego teren jednośladom.
- Jesteś biedniejszy o sto
pięćdziesiąt dolców- powiedziała cicho wzruszając ramionami. Motocyklista
ruszył w jej stronę, zatrzymał swój pojazd o krok przed dziewczyną zagradzając
jej tym samym drogę. Alex czuła na sobie jego wzrok, niestety nie wiedziała z
kim ma do czynienia, bo osobnik chował swoją twarz pod kaskiem. Zrobiła krok w
prawą stronę, a motor znowu zajechał jej drogę.
- Przepraszam- krzyknęła głośno.
Jednak mężczyzna na motorze ani drgnął. Dziewczyna zawróciła i przemknęła
między samochodami, wyskoczyła na kwietnik, a następnie skierowała się w stronę
budynku.
- Czy pani nie potrafi czytać!?
Alex stanęła w miejscu i powoli się
odwróciła.
- Tak jest, do pani mówię-
powiedziała starsza kobieta z okularami na nosie. Wskazywała palcem tabliczkę
na której było napisane: „Nie deptać”.
- Ja bardzo…
- Nie interesuje mnie to! To jest
liceum, a nie przedszkole. Mamy wprowadzić zajęcia z czytania?- przerwała jej
kobieta, która najwyraźniej była jedną z nauczycielek.
- W zasadzie, to czytania uczą
dopiero w podstawówce- powiedziała Alex poczym ugryzła się w język. Zdała sobie
sprawę, że powiedziała za dużo.
- Nie dość, że łamiesz przepisy, to
jeszcze bezczelnie pyskujesz!? W tej chwili do dyrektora!
Alex siedziała na krześle przed
gabinetem Pani dyrektor Wade, gdzie trwała rozmowa między jej bratem,
nauczycielką, która ją tutaj przyprowadziła i właśnie samą dyrektorką. Niestety
dziewczyna nie mogła niczego wyjaśnić, ponieważ nawet nie wpuszczono jej do
środka. Gdy Robert mijał ją w drodze do gabinetu nawet na nią nie spojrzał. Był
na nią zły. Po kilkunastu minutach drzwi gabinetu otwarły się, Alex poderwała się
na równe nogi. Pokój najpierw opuściła nauczycielka w okularach, a następnie
Robert. Chłopak przystanął przy siostrze po czym oparł się o ścianę naprzeciw
niej i włożył ręce do kieszeni.
- Przepraszam, tym razem to naprawdę
nie była moja wina.
Robert spojrzał na swoją młodszą
siostrę.
- No powiedz coś- powiedziała
dziewczyna. Robert głośno i powoli wypuścił powietrze z płuc.
- Dyrektorka zasugerowała, że skoro
nie radzę sobie z Twoim zachowaniem, to dla Twojego dobra powinienem zgłosić tę
sprawę do Opieki Społecznej.- powiedział.
- C-co jej powiedziałeś?- zająknęła
się dziewczyna.
- Podziękowałem za radę i
powiedziałem, że to przemyślę. Co innego miałem powiedzieć? Wiem, że nie
chciałaś tu przyjeżdżać, ale Alex… Jeżeli naprawdę jest Ci źle, to…
- Co?!- dziewczyna usiadła na z
powrotem na krzesło- Postradałeś zmysły? Myślisz, że ja robię to tylko dlatego,
żebyś oddał mnie do adopcji? To nie możliwe… Ty jesteś niemożliwy- powiedziała
oburzona.
- W takim razie co mam myśleć, kiedy
wykręcasz takie numery?
- A co ja mam myśleć, kiedy znikasz
w środku nocy?- zawtórowała dziewczyna- Widziałam Was.- wyjaśniła i podeszła do
brata.
- Nie o tym teraz rozmawiamy-
powiedział zdenerwowany Robert- Do zobaczenia w domu- dodał i wyminął
dziewczynę.
Zrezygnowana Alex udała się na
lekcje. Spędziła zajęcia gapiąc się za okno. Nie mogła się na niczym skupić. Za
dużo myśli biło się w jej głowie. Magiczna księga, dziwny kot, znikający po
nocach brat. To wszystko sprawiło, że Alex jeszcze bardziej trzymała się tego
dnia na uboczu. Nikt z klasowych znajomych nie uraczył ją rozmową, a i ona sama
nie wyrażała do tego chęci. Większość uczniów spoglądało na nią jak na
dziwoląga. Tak kończy osoba, która przenosi się do nowej szkoły w trakcie roku
szkolnego. Odizolowana.
W drodze na ostatnią lekcję
Alexandra wpadła na dziewczynę, którą spotkała wczoraj w drodze do domu. Był z
nią jakiś chłopak. Wysoki, barczysty, o ciemnych włosach. Wpatrywał się w
blondynkę z dziwnym uśmiechem na ustach.
- Kiedy ty się do cholery nauczysz chodzić
a nie wpadać na ludzi?- krzyknęła oburzona dziewczyna. Ciągnąć chłopaka za
ramię wyminęła Alex i weszła do klasy.
- O cholera- powiedziała cicho Alex,
kiedy dostrzegła, że sama również musi tam wejść. Szybkim krokiem weszła do
pomieszczenia po czym jeszcze szybciej udała się na koniec klasy. Usiadła na
krześle i odetchnęła. Dopiero po chwili spojrzała na tego ciemnowłosego
chłopaka, który, jak się okazało, ciągle na nią spoglądał.
- Dzień dobry- usłyszała. Przeniosła
wzrok na nauczycielkę.
A
myślałam, że gorzej już być nie może, pomyślała, kiedy dostrzegła, że
kobieta, która stała przy biurku była tą samą kobietą, która rano zganiła ją za
deptanie trawnika.
- Otwórzcie książki na stronie 86-
zwróciła się do uczniów.
- Pani profesor, nie może nam Pani
znowu czegoś opowiedzieć? Pani historie są o wiele lepsze niż te bzdury w tych
książkach- powiedział chłopak w pierwszym rzędzie.
- Właśnie, niech Pani wyda książkę,
jestem w stu procentach pewna, że zyska status bestsellera!- dodała rudowłosa
dziewczyna.
- O czym mam Wam opowiedzieć?-
zapytała kobieta uśmiechając się.
- O Salem na przykład, w końcu
powinniśmy wiedzieć o naszym rodzinnym miasteczku jak najwięcej! No niech Pani
nie da się dłużej prosić.
- Dobrze, ale tylko króciutko. Mamy
program do zrealizowania- powiedziała. W klasie nastała radość. -Około 1620
roku- nauczycielka historii zaczęła swoją opowieść- w tych terenach osiedliła
się kampania rybacka. Osada położona u ujścia rzeki do Oceanu była strzałem w
dziesiątkę i rajem na Ziemi dla ludzi, którzy trudnili się rybołówstwem. Roger
Conant dumnie i prawie zażądał swoimi terenami. W sześć lat udało mu się na
tyle rozbudować swoją wioskę, że ludzie przybywali tutaj z wszystkich zakątków
świata, a zwłaszcza z ówczesnej Anglii skąd Angielscy pielgrzymi uciekali przed
prześladowaniami.
- Nudy, niech Pani opowie o
czarownicach!- zawołała dziewczyna w rudych włosach.
- O czarownicach ?- kobieta
uśmiechnęła się lekko. Alex oparła się wygodnie na krześle wsłuchując się
dokładnie w słowa kobiety.
- Czarownice występują w każdej
tradycji ludowej czy mitologii, jednak nasz region jest chyba najbardziej
bogaty w oparte na nich historie. Oczywiście wiadomo dlaczego- tutaj
nauczycielka zatrzymała się na chwilę.
- Przez proces o czary- powiedział z
uśmiechem chłopak w drugim rzędzie, ten który tak często spoglądał na
Alexandrę.
- Dokładnie tak panie Capron. Ale
może zacznijmy od początku- kobieta oparła się o biurko i kontynuowała. – W
XVII wieku wiedza o medycynie była znikoma. Wszystkie niezwykłości w przyrodzie
i medyczne kurioza były dla ludzi wielką zagadką. Uważali, że to dzieła szatana
i kulawych dusz. Ówczesne położne, które nazywano akuszerkami również nie
posiadały wielkiej wiedzy medycznej przez co często niemowlęta, z którymi miały
styczność chorowały, a w następstwie tego większość z nich umierało. Ludzie
zaczęli je oskarżać o rzucanie złych uroków na dzieci. Dlatego decydowali, że
dzieci, które przebywały z akuszerkami sam na sam również muszą być stracone,
aby nie rozsiewać szatańskich zarazków. To okropne, ale kiedy podstawowym
czynnikiem zrozumienia świata była Biblia, w dodatku rozumiana bardzo
dosłownie, nietrudno było o pomyłki i jeszcze więcej przesądów. Purytanie,
którzy byli główną nacją religijną w XVII wiecznym Salem wierzyli, że jest
możliwe istnienie drugiego Edenu na ziemi i sami chcieli go stworzyć. Ludzie Ci
skrajnie pielęgnowali wszelkie zasady, w szczególności te dotyczące cielesności,
moralności. Zakazano nawet tańców. Jednak tak jak i teraz, tak i wtedy żyli
nastolatkowie, którzy gdzieś mieli nakazane prawa- kobieta spojrzała na
Alexandrę. Dziewczyna lekko poczerwieniała i przeniosła wzrok na stolik. –
Grupa dziewcząt urządziła sobie piknik w lesie, rozpaliły ognisko, bawiły się i
głośno śmiały. A kilka dni później dwie z nich dostały napadów konwulsji i
krzyczały, że są kłute i gryzione. Pastor nakazał wszystkim, aby modlili się na
chore, jednak, kiedy to nie przyniosło rezultatu dorośli zmusili je, aby
powiedziały kto jeszcze przebywał z nimi na polanie. Okazało się, że były to
trzy kobiety: niewolnica Tituba, bogata wdowa Sarah Osborne oraz pochodząca z
biedoty Sarah Good. Trzy kobiety, które z pozoru kompletnie nic nie łączyło.
Nic, oprócz faktu, że zarówno Sarah, druga Sarah jak i Tituba były winne
naruszeniu praw, które panowały wtedy w Salem. Tituba miała inny kolor skóry i
była poganką, Sarah Osborne chciała zgarnąć majątek dla siebie i swojego nowego
małżonka odbierając to, co należne swoim synom, natomiast ostatnia z nich była
zaniedbana, często wdawała się w kłótnie. Straciła majątek po śmierci ojca,
szukała pracy u sąsiadów, jednak przez swój charakter często musiała zmieniać
dach nad głową. Kobiety te przysparzały problemów i oczerniały miasto, a wiec
trzeba było się ich pozbyć. Zostały schwytane i oskarżone o czary. Pierwsza
przyznała się czarnoskóra Tituba, jednak jak się okazało, wcześniej została
pobita przez pastora, który kazał jej przyznać się do winy. Sarah Good została
ułaskawiona do czasu porodu, a potem stracona na szubienicy. Przed śmiercią
wskazała swoją imienniczkę i powiedziała, że to ona uprawia czary i kontaktuje
się z diabłem. Tym samym dolała oliwy do ognia. Chociaż Sarah Osborne nie
przyznała się do winy i zmarła w więzieniu, to wyznanie Good rozpoczęło lawinę
oskarżeń i spisków. Ludzie zaczęli podejrzewać wszystkie kobiety, który miały z
nią styczność o czary albo o bycie pod wpływem jej uroku. Grupowały się
wspólnoty ludzi, którzy polowali na czarownice. Oskarżone dziewczęta
torturowano, a następnie skazywano na śmierć na stosie.
- Okropne- odezwała się ponownie
dziewczyna w rudych włosach- Zna Pani jeszcze jakieś legendy?- zapytała szybko.
Klasa siedziała w ciszy i nasłuchiwała.
- Jest jeszcze jedna legenda
dotycząca naszego miasteczka. Niewielu was wie, ale w naszym Salem krążyła
niegdyś legenda o człowieku wilku.- Po klasie zaczęły rozchodzić się szepty.-
Zanim pierwsi ludzie przybyli i założyli osadę, tereny te były zamieszkiwane
przez Indian. Nie spodobało im się, kiedy biali ludzie zaczęli przybywać na ich
święte ziemie. Im więcej ludzi przybywało, tym mniej miejsca zostało dla
rdzennych mieszkańców tych terenów. Wynikało z tego wiele sporów.
Najsłynniejszy z nich miał miejsce 1630 roku, kiedy to wódz indiańskiego
plemienia nie został wpuszczony do miasta. Mieszkańcy bali się, że tubylcy
roznoszą choroby i nie chcieli ich w swoim miasteczku. Zdenerwowany i
upokorzony wódz przeklął władze miasta. Powiedział- kobieta sięgnęła po starą
książkę, która leżała na jej biurku. Odszukała fragmentu i przeczytała:- Gdy na niebie Królowa Łowów zagości i
srebrnym cieniem wszystko spowije, ty Rogerze Conant, obrócisz się przeciwko
swojemu ludowi. Zapragniesz ich krwi i jako wygłodniałe zwierze terroryzować
będziesz swój dom. Nic Ci nie pomoże, a klątwa dotnie każdego Twojego potomka i
każdego kogo zatrujesz swym jadem. Będziesz spragniony krwi i mordu za każdym
razem, kiedy Królowa Łowów panować będzie nocą na niebie. W noc, kiedy nastała
pełnia w miasteczku rozpętał się horror. Bestia w postaci ogromnego wilka
terroryzowała mieszkańców, zabijała wszystko co spotkała na swoje drodze. W
sumie jednej nocy zginęło 128 mieszkańców, a ciała tylko jednego z nich nie
można było odnaleźć.
- Rogera Conanta- powiedziała Alex.
Kobieta przytaknęła głową.
- Podobne kreatury widziano wzdłuż
całego wschodniego wybrzeża. Jednak sprawa przycichła ze względu na czarownice.
Dopiero, kiedy w Europie ludzie ginęli w tajemniczych okolicznościach i to zawsze
w dzień pełni Księżyca ponownie powrócono do legend dotyczących wilkołaków.
Wytrenowani ludzie polowali na te istoty. Nazywali siebie Łowcami. Przez lata
próbowano znaleźć skuteczny sposób na unicestwienie wilkołaka. Okazało się, że
można go zabić srebrną kulą lub poprzez odcięcie głowy. Dlatego też w czasach
rewolucji Francuskiej szybko spopularyzowano gilotyny. Władze chciały mieć
pewność, że każdy stracony nie powróci z zaświatów w postaci wygłodniałego i
spragnionego krwi wilka.
- Zajebiście!- zawołał chłopak
siedzący w środkowym rzędzie. Miał na sobie czapkę w rastafariańskie kolory i
ciągle się uśmiechał.
- I Pani w to wierzy?- zakpiła
blondynka, ta sama, z którą Alex miała styczność na korytarzu.
- To tylko mity. Legendy-
odpowiedziała spokojnie kobieta.
- A w każdej legendzie tkwi ziarenko
prawdy- powiedziała na głos Alexandra. Została natychmiast obrzucona złym
spojrzeniem blondynki i jej towarzysza, natomiast nauczycielka szeroko się
uśmiechnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz