sobota, 25 sierpnia 2012

7. Legendy.

           Alexandra głośno przełknęła ślinę, kiedy stanęła na parkingu Salem High School. Ciągle wmawiała sobie, że pierwszy dzień w nowej szkole to nic takiego. Przecież przechodzi przez to nie po raz pierwszy, ale kiedy przyłapała samą siebie na gapieniu się w ogromny budynek szkolny, który liczył sobie kilkaset lat (jak wszystko w tym miasteczku) z otwartą buzią wiedziała, że to nie będzie dobry dzień. Poczuła jak jej żołądek kurczy się i wykonuje przeróżne akrobacje. Dam radę, starała uspokoić siebie w myślach. W dodatku nie mogła przestać myśleć o Robercie. Dokąd wybierał się ostatniej nocy? Dlaczego nic jej nie powiedział? Dlaczego nie odbierał tego cholernego telefonu?
            Nagle usłyszała ryk silnika, gwałtownie odwróciła się i dostrzegła czarny motocykl, którego kierowca najwyraźniej gdzieś miał wszelkie zakazy, bo tabliczka przed wjazdem na parking zabraniała wjeżdżać na jego teren jednośladom.
            - Jesteś biedniejszy o sto pięćdziesiąt dolców- powiedziała cicho wzruszając ramionami. Motocyklista ruszył w jej stronę, zatrzymał swój pojazd o krok przed dziewczyną zagradzając jej tym samym drogę. Alex czuła na sobie jego wzrok, niestety nie wiedziała z kim ma do czynienia, bo osobnik chował swoją twarz pod kaskiem. Zrobiła krok w prawą stronę, a motor znowu zajechał jej drogę.
            - Przepraszam- krzyknęła głośno. Jednak mężczyzna na motorze ani drgnął. Dziewczyna zawróciła i przemknęła między samochodami, wyskoczyła na kwietnik, a następnie skierowała się w stronę budynku.
            - Czy pani nie potrafi czytać!?
            Alex stanęła w miejscu i powoli się odwróciła.
            - Tak jest, do pani mówię- powiedziała starsza kobieta z okularami na nosie. Wskazywała palcem tabliczkę na której było napisane: „Nie deptać”.
            - Ja bardzo…
            - Nie interesuje mnie to! To jest liceum, a nie przedszkole. Mamy wprowadzić zajęcia z czytania?- przerwała jej kobieta, która najwyraźniej była jedną z nauczycielek.
            - W zasadzie, to czytania uczą dopiero w podstawówce- powiedziała Alex poczym ugryzła się w język. Zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo.
            - Nie dość, że łamiesz przepisy, to jeszcze bezczelnie pyskujesz!? W tej chwili do dyrektora!
           
            Alex siedziała na krześle przed gabinetem Pani dyrektor Wade, gdzie trwała rozmowa między jej bratem, nauczycielką, która ją tutaj przyprowadziła i właśnie samą dyrektorką. Niestety dziewczyna nie mogła niczego wyjaśnić, ponieważ nawet nie wpuszczono jej do środka. Gdy Robert mijał ją w drodze do gabinetu nawet na nią nie spojrzał. Był na nią zły. Po kilkunastu minutach drzwi gabinetu otwarły się, Alex poderwała się na równe nogi. Pokój najpierw opuściła nauczycielka w okularach, a następnie Robert. Chłopak przystanął przy siostrze po czym oparł się o ścianę naprzeciw niej i włożył ręce do kieszeni.
            - Przepraszam, tym razem to naprawdę nie była moja wina.
            Robert spojrzał na swoją młodszą siostrę.
            - No powiedz coś- powiedziała dziewczyna. Robert głośno i powoli wypuścił powietrze z płuc.
            - Dyrektorka zasugerowała, że skoro nie radzę sobie z Twoim zachowaniem, to dla Twojego dobra powinienem zgłosić tę sprawę do Opieki Społecznej.- powiedział.
            - C-co jej powiedziałeś?- zająknęła się dziewczyna.
            - Podziękowałem za radę i powiedziałem, że to przemyślę. Co innego miałem powiedzieć? Wiem, że nie chciałaś tu przyjeżdżać, ale Alex… Jeżeli naprawdę jest Ci źle, to…
            - Co?!- dziewczyna usiadła na z powrotem na krzesło- Postradałeś zmysły? Myślisz, że ja robię to tylko dlatego, żebyś oddał mnie do adopcji? To nie możliwe… Ty jesteś niemożliwy- powiedziała oburzona.
            - W takim razie co mam myśleć, kiedy wykręcasz takie numery?
            - A co ja mam myśleć, kiedy znikasz w środku nocy?- zawtórowała dziewczyna- Widziałam Was.- wyjaśniła i podeszła do brata.
            - Nie o tym teraz rozmawiamy- powiedział zdenerwowany Robert- Do zobaczenia w domu- dodał i wyminął dziewczynę.
            Zrezygnowana Alex udała się na lekcje. Spędziła zajęcia gapiąc się za okno. Nie mogła się na niczym skupić. Za dużo myśli biło się w jej głowie. Magiczna księga, dziwny kot, znikający po nocach brat. To wszystko sprawiło, że Alex jeszcze bardziej trzymała się tego dnia na uboczu. Nikt z klasowych znajomych nie uraczył ją rozmową, a i ona sama nie wyrażała do tego chęci. Większość uczniów spoglądało na nią jak na dziwoląga. Tak kończy osoba, która przenosi się do nowej szkoły w trakcie roku szkolnego. Odizolowana.
            W drodze na ostatnią lekcję Alexandra wpadła na dziewczynę, którą spotkała wczoraj w drodze do domu. Był z nią jakiś chłopak. Wysoki, barczysty, o ciemnych włosach. Wpatrywał się w blondynkę z dziwnym uśmiechem na ustach.
            - Kiedy ty się do cholery nauczysz chodzić a nie wpadać na ludzi?- krzyknęła oburzona dziewczyna. Ciągnąć chłopaka za ramię wyminęła Alex i weszła do klasy.
            - O cholera- powiedziała cicho Alex, kiedy dostrzegła, że sama również musi tam wejść. Szybkim krokiem weszła do pomieszczenia po czym jeszcze szybciej udała się na koniec klasy. Usiadła na krześle i odetchnęła. Dopiero po chwili spojrzała na tego ciemnowłosego chłopaka, który, jak się okazało, ciągle na nią spoglądał.
            - Dzień dobry- usłyszała. Przeniosła wzrok na nauczycielkę.
            A myślałam, że gorzej już być nie może, pomyślała, kiedy dostrzegła, że kobieta, która stała przy biurku była tą samą kobietą, która rano zganiła ją za deptanie trawnika.
            - Otwórzcie książki na stronie 86- zwróciła się do uczniów.
            - Pani profesor, nie może nam Pani znowu czegoś opowiedzieć? Pani historie są o wiele lepsze niż te bzdury w tych książkach- powiedział chłopak w pierwszym rzędzie.
            - Właśnie, niech Pani wyda książkę, jestem w stu procentach pewna, że zyska status bestsellera!- dodała rudowłosa dziewczyna.
            - O czym mam Wam opowiedzieć?- zapytała kobieta uśmiechając się.
            - O Salem na przykład, w końcu powinniśmy wiedzieć o naszym rodzinnym miasteczku jak najwięcej! No niech Pani nie da się dłużej prosić.
            - Dobrze, ale tylko króciutko. Mamy program do zrealizowania- powiedziała. W klasie nastała radość. -Około 1620 roku- nauczycielka historii zaczęła swoją opowieść- w tych terenach osiedliła się kampania rybacka. Osada położona u ujścia rzeki do Oceanu była strzałem w dziesiątkę i rajem na Ziemi dla ludzi, którzy trudnili się rybołówstwem. Roger Conant dumnie i prawie zażądał swoimi terenami. W sześć lat udało mu się na tyle rozbudować swoją wioskę, że ludzie przybywali tutaj z wszystkich zakątków świata, a zwłaszcza z ówczesnej Anglii skąd Angielscy pielgrzymi uciekali przed prześladowaniami.
            - Nudy, niech Pani opowie o czarownicach!- zawołała dziewczyna w rudych włosach.
            - O czarownicach ?- kobieta uśmiechnęła się lekko. Alex oparła się wygodnie na krześle wsłuchując się dokładnie w słowa kobiety.
            - Czarownice występują w każdej tradycji ludowej czy mitologii, jednak nasz region jest chyba najbardziej bogaty w oparte na nich historie. Oczywiście wiadomo dlaczego- tutaj nauczycielka zatrzymała się na chwilę.
            - Przez proces o czary- powiedział z uśmiechem chłopak w drugim rzędzie, ten który tak często spoglądał na Alexandrę.
            - Dokładnie tak panie Capron. Ale może zacznijmy od początku- kobieta oparła się o biurko i kontynuowała. – W XVII wieku wiedza o medycynie była znikoma. Wszystkie niezwykłości w przyrodzie i medyczne kurioza były dla ludzi wielką zagadką. Uważali, że to dzieła szatana i kulawych dusz. Ówczesne położne, które nazywano akuszerkami również nie posiadały wielkiej wiedzy medycznej przez co często niemowlęta, z którymi miały styczność chorowały, a w następstwie tego większość z nich umierało. Ludzie zaczęli je oskarżać o rzucanie złych uroków na dzieci. Dlatego decydowali, że dzieci, które przebywały z akuszerkami sam na sam również muszą być stracone, aby nie rozsiewać szatańskich zarazków. To okropne, ale kiedy podstawowym czynnikiem zrozumienia świata była Biblia, w dodatku rozumiana bardzo dosłownie, nietrudno było o pomyłki i jeszcze więcej przesądów. Purytanie, którzy byli główną nacją religijną w XVII wiecznym Salem wierzyli, że jest możliwe istnienie drugiego Edenu na ziemi i sami chcieli go stworzyć. Ludzie Ci skrajnie pielęgnowali wszelkie zasady, w szczególności te dotyczące cielesności, moralności. Zakazano nawet tańców. Jednak tak jak i teraz, tak i wtedy żyli nastolatkowie, którzy gdzieś mieli nakazane prawa- kobieta spojrzała na Alexandrę. Dziewczyna lekko poczerwieniała i przeniosła wzrok na stolik. – Grupa dziewcząt urządziła sobie piknik w lesie, rozpaliły ognisko, bawiły się i głośno śmiały. A kilka dni później dwie z nich dostały napadów konwulsji i krzyczały, że są kłute i gryzione. Pastor nakazał wszystkim, aby modlili się na chore, jednak, kiedy to nie przyniosło rezultatu dorośli zmusili je, aby powiedziały kto jeszcze przebywał z nimi na polanie. Okazało się, że były to trzy kobiety: niewolnica Tituba, bogata wdowa Sarah Osborne oraz pochodząca z biedoty Sarah Good. Trzy kobiety, które z pozoru kompletnie nic nie łączyło. Nic, oprócz faktu, że zarówno Sarah, druga Sarah jak i Tituba były winne naruszeniu praw, które panowały wtedy w Salem. Tituba miała inny kolor skóry i była poganką, Sarah Osborne chciała zgarnąć majątek dla siebie i swojego nowego małżonka odbierając to, co należne swoim synom, natomiast ostatnia z nich była zaniedbana, często wdawała się w kłótnie. Straciła majątek po śmierci ojca, szukała pracy u sąsiadów, jednak przez swój charakter często musiała zmieniać dach nad głową. Kobiety te przysparzały problemów i oczerniały miasto, a wiec trzeba było się ich pozbyć. Zostały schwytane i oskarżone o czary. Pierwsza przyznała się czarnoskóra Tituba, jednak jak się okazało, wcześniej została pobita przez pastora, który kazał jej przyznać się do winy. Sarah Good została ułaskawiona do czasu porodu, a potem stracona na szubienicy. Przed śmiercią wskazała swoją imienniczkę i powiedziała, że to ona uprawia czary i kontaktuje się z diabłem. Tym samym dolała oliwy do ognia. Chociaż Sarah Osborne nie przyznała się do winy i zmarła w więzieniu, to wyznanie Good rozpoczęło lawinę oskarżeń i spisków. Ludzie zaczęli podejrzewać wszystkie kobiety, który miały z nią styczność o czary albo o bycie pod wpływem jej uroku. Grupowały się wspólnoty ludzi, którzy polowali na czarownice. Oskarżone dziewczęta torturowano, a następnie skazywano na śmierć na stosie.
            - Okropne- odezwała się ponownie dziewczyna w rudych włosach- Zna Pani jeszcze jakieś legendy?- zapytała szybko. Klasa siedziała w ciszy i nasłuchiwała.
            - Jest jeszcze jedna legenda dotycząca naszego miasteczka. Niewielu was wie, ale w naszym Salem krążyła niegdyś legenda o człowieku wilku.- Po klasie zaczęły rozchodzić się szepty.- Zanim pierwsi ludzie przybyli i założyli osadę, tereny te były zamieszkiwane przez Indian. Nie spodobało im się, kiedy biali ludzie zaczęli przybywać na ich święte ziemie. Im więcej ludzi przybywało, tym mniej miejsca zostało dla rdzennych mieszkańców tych terenów. Wynikało z tego wiele sporów. Najsłynniejszy z nich miał miejsce 1630 roku, kiedy to wódz indiańskiego plemienia nie został wpuszczony do miasta. Mieszkańcy bali się, że tubylcy roznoszą choroby i nie chcieli ich w swoim miasteczku. Zdenerwowany i upokorzony wódz przeklął władze miasta. Powiedział- kobieta sięgnęła po starą książkę, która leżała na jej biurku. Odszukała fragmentu i przeczytała:- Gdy na niebie Królowa Łowów zagości i srebrnym cieniem wszystko spowije, ty Rogerze Conant, obrócisz się przeciwko swojemu ludowi. Zapragniesz ich krwi i jako wygłodniałe zwierze terroryzować będziesz swój dom. Nic Ci nie pomoże, a klątwa dotnie każdego Twojego potomka i każdego kogo zatrujesz swym jadem. Będziesz spragniony krwi i mordu za każdym razem, kiedy Królowa Łowów panować będzie nocą na niebie. W noc, kiedy nastała pełnia w miasteczku rozpętał się horror. Bestia w postaci ogromnego wilka terroryzowała mieszkańców, zabijała wszystko co spotkała na swoje drodze. W sumie jednej nocy zginęło 128 mieszkańców, a ciała tylko jednego z nich nie można było odnaleźć.
            - Rogera Conanta- powiedziała Alex. Kobieta przytaknęła głową.
            - Podobne kreatury widziano wzdłuż całego wschodniego wybrzeża. Jednak sprawa przycichła ze względu na czarownice. Dopiero, kiedy w Europie ludzie ginęli w tajemniczych okolicznościach i to zawsze w dzień pełni Księżyca ponownie powrócono do legend dotyczących wilkołaków. Wytrenowani ludzie polowali na te istoty. Nazywali siebie Łowcami. Przez lata próbowano znaleźć skuteczny sposób na unicestwienie wilkołaka. Okazało się, że można go zabić srebrną kulą lub poprzez odcięcie głowy. Dlatego też w czasach rewolucji Francuskiej szybko spopularyzowano gilotyny. Władze chciały mieć pewność, że każdy stracony nie powróci z zaświatów w postaci wygłodniałego i spragnionego krwi wilka.
            - Zajebiście!- zawołał chłopak siedzący w środkowym rzędzie. Miał na sobie czapkę w rastafariańskie kolory i ciągle się uśmiechał.
            - I Pani w to wierzy?- zakpiła blondynka, ta sama, z którą Alex miała styczność na korytarzu.
            - To tylko mity. Legendy- odpowiedziała spokojnie kobieta.
            - A w każdej legendzie tkwi ziarenko prawdy- powiedziała na głos Alexandra. Została natychmiast obrzucona złym spojrzeniem blondynki i jej towarzysza, natomiast nauczycielka szeroko się uśmiechnęła.
           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz