czwartek, 1 listopada 2012

9. Kryształ księżycowy.






            - Nie wierzę, że moja młodsza siostra znalazła pracę! Tom, zaznacz to grubym, jaskrawym mazakiem w kalendarzu, od dziś będziemy traktować ten dzień jak święto- Robert zaśmiał się głośno i spojrzał na siostrę, która przygotowywała kolację dla całej trójki.
            - Ja przynajmniej ją mam- uśmiechnęła się szeroko. Tom wybuchnął śmiechem, a Robert podszedł do blondynki i zaczął ją łaskotać.
            - Przestań, bo zaraz będziesz miał czerwoną ciecz na kanapkach i nie, to nie będzie keczup- mówiła śmiejąc się. Łaskotki były jej słabą stroną. Nagle rozległo się głośne miauknięcie. Thomas i Robert spoważnieli w jednej chwili i wymienili spojrzenia. Pierwszy z nich wyciągnął spod blatu długi, srebrny zaostrzony pręt z czarną rękojeścią, całość przypominała miecz.
            - Zostań tu- powiedział Robert do swojej siostry po czym razem z Thomasem szybko pobiegli do drzwi frontowych. Alexandra od razu podeszła do okna i dostrzegła jak mężczyźni rozmawiają z niewysoką blondynką. Thomas mierzył w nią srebrnym prętem, a Robert trzymał rękę na pistolecie, który tkwił w tylnej kieszeni jego jeansów. Blondynka szybko rozpoznała dziewczynę, była to ta sama osoba, którą poturbowała w lesie, a następnie na którą natknęła się w szkole. Sytuacja na zewnątrz szybko się rozluźniła. Robert wsiadł wraz z dziewczyną do samochodu, a Tom wrócił do domu.
            - Czego ona znowu tutaj szukała? I od kiedy witacie gości w taki sposób?
            - Miałem kilka włamań ostatnimi czasy- Thomas uśmiechnął się lekko, jednak po chwili jego twarz wyrażała zdziwienie- Jak to znowu? Widziałaś ją już tutaj? Wiesz kim ona jest?
            - Wiem tyle, że nie należy do miłych osób. Natknęłam się na nią tydzień temu, kiedy odbierałam Rosie od weterynarza. Poza tym chodzimy do tej samej szkoły.
            - Powiedziała, że się zgubiła…
            - Dwa razy w tym samym miejscu?- Alex zaśmiała się- A myślałam, że to ja mam kiepską orientację w terenie- wzruszyła ramionami.
            - Może Twój brat się czegoś dowie, miał ją stąd odwieźć.
            - Z całą pewnością się dowie, ale jaki jest jej numer telefonu- odparła dziewczyna. Zabrała talerz z kanapkami i udała się do salonu. Rozsiadła się kanapie, Thomas usiadł naprzeciw niej.
            - Częstuj się- odparła.
            - Smacznego- odparł z uśmiechem Tom.
            - Album ze zdjęciami? Mogę?- zapytała blondynka wskazując gruby album leżący na stole, Thomas skinął głową.
            Alexandra zaczęła przeglądać fotografie umieszczone w starym albumie. Pierwsze strony zajmowały bardzo stare, pożółkłe zdjęcia, jednak im dalej tym zdjęcia były nowsze, a wśród dzieci na jednym ze zdjęć szybko rozpoznała Thomasa. Kolejne zdjęcie szczególnie przykuło uwagę blondynki. Oczy zeszkliły się od łez, kiedy dostrzegła na zdjęciu swoich rodziców. Oprócz nich na zdjęciu była również ona, jej brat, Tom, mała dziewczynka i para, która trzymała się za ręce. Thomas szybko zorientował się co dziewczyna ma przed oczami i zajął miejsce obok.
            - To zdjęcie ma jakieś dziesięć lat…
            - Kim są Ci ludzie?
            - Nie pamiętasz tego, prawda? To moi rodzice i moja siostra- wyjaśnił.
            - Gdzie oni teraz są?- zapytała.
            - Rodzice mieszkają w Chicago.
            - A siostra?
            - Rosaline… Nie żyje.
            - Tom, przepraszam. Ja-ja nie wiedziałam…- Alexandra zaczęła się nerwowo tłumaczyć.
            - Nic się nie stało. Nie dziwię się, że nie pamiętasz tego zdjęcia- uśmiechnął się blado- Przyjechaliśmy do Was w dniu urodzin Twojego brata, ale ty rozchorowałaś się kilka dni wcześniej i nie wychodziłaś z łóżka. Dopiero Robert zmusił Cię, żebyś przyszła i zrobiła sobie chociaż z nami zdjęcie.
            Alexandra uśmiechnęła się lekko. Szukała w pamięci obrazów, które mogłyby jej cokolwiek przypomnieć z tamtego dnia, jednak na próżno. Zaczęła dalej przeglądać album ze zdjęciami. Zatrzymała się jednak, kiedy spostrzegła, że na jednym ze zdjęć jest nastolatka obok której leży Księga Czarów.
            - To właśnie Rosaline- odparł Tom. –Czasami mi ja przypominasz, wiesz? To w jaki sposób się zachowujesz, albo jak kłócisz się z Robertem… Po jej śmierci utraciłem kontakt z rodzicami. Mam wrażenie, że obwiniają mnie za jej śmierć- powiedział wpatrując się w ogień w kominku.- Niedługo miną dwa lata od dnia, kiedy odeszła. Wtedy też umarła część mnie. Już nigdy nikt nie nazwie mnie swoim starszym bratem.
            Po policzku Thomasa White’a spłynęła łza.
            - Wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego, aż za dobrze. Na całe szczęście mam Roberta, nie wiem co bym bez niego zrobiła. Ale teraz zyskałam jeszcze jednego starszego brata- powiedziała. Tom spojrzał na swoją towarzyszkę.
            -  Tak jest, o Tobie mówię- uśmiechnęła się- Robert opowiadał mi jak bardzo nas wspierałeś, kiedy nasi rodzice… Nie miałam o tym pojęcia. Dziękuję Ci za to. Mam nadzieję, że zostaniemy tutaj na dłużej. Jeśli nie masz nic przeciwko, oczywiście.
            - Nie, nie. Wręcz przeciwnie. Zostańcie tak długo jak chcecie- powiedział i nagle wstał z kanapy. Podszedł do wiekowego regału i otworzył jedno pudełko.
            - Chciałbym, żebyś to miała. To naszyjnik Rosaline, nigdy się z nim nie rozstawała- mówiąc to podszedł do Alexandry i położył na jej dłoni srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie białego, okrągłego kamyka.- To kryształ księżycowy- wytłumaczył.
            - Nie wiem czy powinnam…
            - Proszę, zatrzymaj go- przerwał mężczyzna zamykając biżuterię w jej dłoni.
            - Dziękuję- Alexandra uśmiechnęła się i zawiesiła naszyjnik na szyi. Gdy tylko kamień dotknął jej skóry poczuła jakby ogromna energia przeniknęła do jej wnętrza.
            - Nie, to ja dziękuję- odpowiedział również się uśmiechając- Siostro.
            Album ześliznął się z kolan dziewczyny i spadł na podłogę. Alex pospiesznie go pozbierała, a jej uwagę przykuło zdjęcie, które leżało luźno na podłodze. Była na nim młoda dziewczyna o brązowych lokach. Na szyi miała biały kamyk, a ręku trzymała… Księgę czarów. Tak bardzo znajomo wyglądała.
            - To znowu Rosaline- powiedział Thomas spoglądając na zdjęcie.
            Brązowe loki, księga czarów…
Alexandra gwałtownie podniosła się z miejsca. Odłożyła album na stół. 
            - Tom, wybacz mi, ale idę już spać. Jutro czeka mnie pierwszy dzień w klinice. Nie chcę dać plamy- uśmiechnęła się nerwowo- Dobranoc.
            - Dobranoc- odpowiedział zdezorientowany.
            To nie możliwe… Chociaż? W końcu tu mieszkała… Ale to nie możliwe, żeby czarownica nawiedzała mnie w snach. Nie, to nie dorzeczne. Tydzień temu nie wierzyłam, że czarownice w ogóle istnieją, a teraz nie dość, że jestem jedną z nich, to kolejna mnie nawiedza?
            Myśli Alexandry toczyły walkę. Trudno było jej uwierzyć w to wszystko. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi pokoju, od razu sięgnęła po Księgę, którą schowała pod łóżkiem. Poczuła jak zimny kamień, który wisiał na łańcuszku, nagle zrobił się ciepły. Odnalazła szybko stronę z zaklęciem, które chciała wypróbować na samym początku, jednak brakowało jej odwagi. Zaklęcie, które przywracało roślinom życie. Podeszła do parapetu, gdzie stał wyschnięty kwiatek. Delikatnie chwyciła jego łodygę i wypowiedziała zaklęcie:
            - Planta, renovo vita vestra.
            Wzdłuż kręgosłupa przebiegło jej ciepłe mrowienie, pięło się wyżej i wyżej. Rozlało się po całym jej ciele. Ciepłe dreszcze spłynęły do opuszków jej palców, energia wydostała się na zewnątrz, a kwiat odpowiedział ożywieniem. Łodyga poderwała się, zaczęła rosnąć i wyprostowała się oblewając się jednocześnie soczystą zielenią. Liście, teraz równie zielone jak łodyga, rozłożyły się po bokach. Na samym czubku zaczęły wyrastać nowe płatki. Początkowo małe białe listki, które po chwili rozbłysnęły ciepłym, pomarańczowym światłem rozłożyły się w piękny kwiat.
            - Niesamowite- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Teraz była przekonana, że postać, która nawiedzała ją w snach, bez względu na to, czy była to Rosaline czy też nie, miała rację. Alexandra Cain, była czarownicą.
           
            Nazajutrz Alex obudziła się bardzo wcześnie. Wszyscy jeszcze spali, a więc poranne czynności wykonała jak najszybciej i jak najciszej mogła. Wciąż podekscytowana tym, co wydarzyło się wczorajszego wieczora wyszła z domu. Jako że dopiero dochodziła siódma, Alex postanowiła pójść pieszo. Kto wie, może po drodze znowu wypróbuje jakieś zaklęcie, jeśli nikogo nie będzie w pobliżu?
            Temperatura nie była zbyt wysoka, a przy drodze unosiła się mgła. Chociaż pogoda nie sprzyjała spacerom, Alex żwawo szła przed siebie. Nagle do jej uszu dobiegł szelest i odgłos łamanych gałęzi. Przystanęła i rozejrzała się. Wokół panowała cisza. Jednak, kiedy podniosła wzrok ujrzała stojącego pięć metrów przed sobą ogromnego szarego wilka. Zwierze zaczęło warczeć i obnażyło swoje ogromne, ostre kły. Wilk zawarczał i zrobił krok w kierunku dziewczyny, przygotowywał się do skoku. W chwili, kiedy jego łapy oderwały się od powierzchni ziemi inny wilk, o brązowym futrze, zbił go z toru lotu. Zwierzęcia zaczęły się gryźć. Alex odniosła dziwne wrażenie, że drugi wilk chce ją obronić. Widziała, że szare zwierze ma ogromną przewagę. Szybko przypomniała sobie zaklęcie, które przeczytała wczoraj. Wyciągnęła przed siebie dłoń.
            - Sagitta ignis- szepnęła. Znowu poczuła, jak ciepłe mrowienie rozlewa się po jej ciele, a następnie płynie do dłoni, z której po chwili wypłynęła wiązka ognia i trafiła prosto w szarego wilka.
            - Sagitta ignis!- powtórzyła dziewczyna, teraz bardziej stanowczo. Ogień ponownie trafił w zwierzę, które najwyraźniej porzuciło chęci zagryzienia mniejszego od siebie wilka i cicho skomląc odskoczyło w las. Alexandra podbiegła do brązowego wilka, który leżał nieruchomo na drodze. Gdy była już o krok od swojego wybawcy, nagle całe zwierze zaczęło się trząść, jego kontury zaczęły się zamazywać. Wszystko trwało tak długo, aż zwierze przeobraziło się w człowieka. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Teraz na drodze nie leżał wilk stepowy, a dziewczyna. W dodatku była cała we krwi. Alex pospiesznie zdjęcia kurtkę i okryła ją.
            - Zadzwoń do Wayne’a Holt’a- powiedziała słabym głosem. Alexandra rozpoznała, kto przed nią leży.
            - Ale mój brat…
            - Wayne Holt- powtórzyła po czym straciła przytomność.
            Alexandra bez słowa wyciągnęła telefon i wykręciła numer do weterynarza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz