- Nie wierzę, że moja młodsza siostra znalazła pracę!
Tom, zaznacz to grubym, jaskrawym mazakiem w kalendarzu, od dziś będziemy
traktować ten dzień jak święto- Robert zaśmiał się głośno i spojrzał na
siostrę, która przygotowywała kolację dla całej trójki.
- Ja przynajmniej ją mam-
uśmiechnęła się szeroko. Tom wybuchnął śmiechem, a Robert podszedł do blondynki
i zaczął ją łaskotać.
- Przestań, bo zaraz będziesz miał
czerwoną ciecz na kanapkach i nie, to nie będzie keczup- mówiła śmiejąc się.
Łaskotki były jej słabą stroną. Nagle rozległo się głośne miauknięcie. Thomas i
Robert spoważnieli w jednej chwili i wymienili spojrzenia. Pierwszy z nich
wyciągnął spod blatu długi, srebrny zaostrzony pręt z czarną rękojeścią, całość
przypominała miecz.
- Zostań tu- powiedział Robert do
swojej siostry po czym razem z Thomasem szybko pobiegli do drzwi frontowych.
Alexandra od razu podeszła do okna i dostrzegła jak mężczyźni rozmawiają z
niewysoką blondynką. Thomas mierzył w nią srebrnym prętem, a Robert trzymał rękę
na pistolecie, który tkwił w tylnej kieszeni jego jeansów. Blondynka szybko
rozpoznała dziewczynę, była to ta sama osoba, którą poturbowała w lesie, a
następnie na którą natknęła się w szkole. Sytuacja na zewnątrz szybko się
rozluźniła. Robert wsiadł wraz z dziewczyną do samochodu, a Tom wrócił do domu.
- Czego ona znowu tutaj szukała? I
od kiedy witacie gości w taki sposób?
- Miałem kilka włamań ostatnimi
czasy- Thomas uśmiechnął się lekko, jednak po chwili jego twarz wyrażała
zdziwienie- Jak to znowu? Widziałaś
ją już tutaj? Wiesz kim ona jest?
- Wiem tyle, że nie należy do miłych
osób. Natknęłam się na nią tydzień temu, kiedy odbierałam Rosie od weterynarza.
Poza tym chodzimy do tej samej szkoły.
- Powiedziała, że się zgubiła…
- Dwa razy w tym samym miejscu?-
Alex zaśmiała się- A myślałam, że to ja mam kiepską orientację w terenie-
wzruszyła ramionami.
- Może Twój brat się czegoś dowie,
miał ją stąd odwieźć.
- Z całą pewnością się dowie, ale
jaki jest jej numer telefonu- odparła dziewczyna. Zabrała talerz z kanapkami i
udała się do salonu. Rozsiadła się kanapie, Thomas usiadł naprzeciw niej.
- Częstuj się- odparła.
- Smacznego- odparł z uśmiechem Tom.
- Album ze zdjęciami? Mogę?-
zapytała blondynka wskazując gruby album leżący na stole, Thomas skinął głową.
Alexandra zaczęła przeglądać
fotografie umieszczone w starym albumie. Pierwsze strony zajmowały bardzo
stare, pożółkłe zdjęcia, jednak im dalej tym zdjęcia były nowsze, a wśród
dzieci na jednym ze zdjęć szybko rozpoznała Thomasa. Kolejne zdjęcie szczególnie
przykuło uwagę blondynki. Oczy zeszkliły się od łez, kiedy dostrzegła na
zdjęciu swoich rodziców. Oprócz nich na zdjęciu była również ona, jej brat,
Tom, mała dziewczynka i para, która trzymała się za ręce. Thomas szybko
zorientował się co dziewczyna ma przed oczami i zajął miejsce obok.
- To zdjęcie ma jakieś dziesięć lat…
- Kim są Ci ludzie?
- Nie pamiętasz tego, prawda? To moi
rodzice i moja siostra- wyjaśnił.
- Gdzie oni teraz są?- zapytała.
- Rodzice mieszkają w Chicago.
- A siostra?
- Rosaline… Nie żyje.
- Tom, przepraszam. Ja-ja nie
wiedziałam…- Alexandra zaczęła się nerwowo tłumaczyć.
- Nic się nie stało. Nie dziwię się,
że nie pamiętasz tego zdjęcia- uśmiechnął się blado- Przyjechaliśmy do Was w
dniu urodzin Twojego brata, ale ty rozchorowałaś się kilka dni wcześniej i nie
wychodziłaś z łóżka. Dopiero Robert zmusił Cię, żebyś przyszła i zrobiła sobie
chociaż z nami zdjęcie.
Alexandra uśmiechnęła się lekko.
Szukała w pamięci obrazów, które mogłyby jej cokolwiek przypomnieć z tamtego
dnia, jednak na próżno. Zaczęła dalej przeglądać album ze zdjęciami. Zatrzymała
się jednak, kiedy spostrzegła, że na jednym ze zdjęć jest nastolatka obok
której leży Księga Czarów.
- To właśnie Rosaline- odparł Tom.
–Czasami mi ja przypominasz, wiesz? To w jaki sposób się zachowujesz, albo jak
kłócisz się z Robertem… Po jej śmierci utraciłem kontakt z rodzicami. Mam
wrażenie, że obwiniają mnie za jej śmierć- powiedział wpatrując się w ogień w
kominku.- Niedługo miną dwa lata od dnia, kiedy odeszła. Wtedy też umarła część
mnie. Już nigdy nikt nie nazwie mnie swoim starszym bratem.
Po policzku Thomasa White’a spłynęła
łza.
- Wiem, jak to jest stracić kogoś
bliskiego, aż za dobrze. Na całe szczęście mam Roberta, nie wiem co bym bez niego
zrobiła. Ale teraz zyskałam jeszcze jednego starszego brata- powiedziała. Tom
spojrzał na swoją towarzyszkę.
-
Tak jest, o Tobie mówię- uśmiechnęła się- Robert opowiadał mi jak bardzo
nas wspierałeś, kiedy nasi rodzice… Nie miałam o tym pojęcia. Dziękuję Ci za
to. Mam nadzieję, że zostaniemy tutaj na dłużej. Jeśli nie masz nic przeciwko,
oczywiście.
- Nie, nie. Wręcz przeciwnie.
Zostańcie tak długo jak chcecie- powiedział i nagle wstał z kanapy. Podszedł do
wiekowego regału i otworzył jedno pudełko.
- Chciałbym, żebyś to miała. To
naszyjnik Rosaline, nigdy się z nim nie rozstawała- mówiąc to podszedł do
Alexandry i położył na jej dłoni srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie
białego, okrągłego kamyka.- To kryształ księżycowy- wytłumaczył.
- Nie wiem czy powinnam…
- Proszę, zatrzymaj go- przerwał
mężczyzna zamykając biżuterię w jej dłoni.
- Dziękuję- Alexandra uśmiechnęła
się i zawiesiła naszyjnik na szyi. Gdy tylko kamień dotknął jej skóry poczuła
jakby ogromna energia przeniknęła do jej wnętrza.
- Nie, to ja dziękuję- odpowiedział
również się uśmiechając- Siostro.
Album ześliznął się z kolan
dziewczyny i spadł na podłogę. Alex pospiesznie go pozbierała, a jej uwagę
przykuło zdjęcie, które leżało luźno na podłodze. Była na nim młoda dziewczyna
o brązowych lokach. Na szyi miała biały kamyk, a ręku trzymała… Księgę czarów. Tak
bardzo znajomo wyglądała.
- To znowu Rosaline- powiedział
Thomas spoglądając na zdjęcie.
Brązowe
loki, księga czarów…
Alexandra gwałtownie podniosła się z miejsca.
Odłożyła album na stół.
- Tom, wybacz mi, ale idę już spać.
Jutro czeka mnie pierwszy dzień w klinice. Nie chcę dać plamy- uśmiechnęła się
nerwowo- Dobranoc.
- Dobranoc- odpowiedział
zdezorientowany.
To
nie możliwe… Chociaż? W końcu tu mieszkała… Ale to nie możliwe, żeby czarownica
nawiedzała mnie w snach. Nie, to nie dorzeczne. Tydzień temu nie wierzyłam, że
czarownice w ogóle istnieją, a teraz nie dość, że jestem jedną z nich, to
kolejna mnie nawiedza?
Myśli Alexandry toczyły walkę.
Trudno było jej uwierzyć w to wszystko. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi
pokoju, od razu sięgnęła po Księgę, którą schowała pod łóżkiem. Poczuła jak
zimny kamień, który wisiał na łańcuszku, nagle zrobił się ciepły. Odnalazła
szybko stronę z zaklęciem, które chciała wypróbować na samym początku, jednak
brakowało jej odwagi. Zaklęcie, które przywracało roślinom życie. Podeszła do
parapetu, gdzie stał wyschnięty kwiatek. Delikatnie chwyciła jego łodygę i
wypowiedziała zaklęcie:
- Planta, renovo vita vestra.
Wzdłuż kręgosłupa przebiegło jej
ciepłe mrowienie, pięło się wyżej i wyżej. Rozlało się po całym jej ciele.
Ciepłe dreszcze spłynęły do opuszków jej palców, energia wydostała się na
zewnątrz, a kwiat odpowiedział ożywieniem. Łodyga poderwała się, zaczęła rosnąć
i wyprostowała się oblewając się jednocześnie soczystą zielenią. Liście, teraz
równie zielone jak łodyga, rozłożyły się po bokach. Na samym czubku zaczęły
wyrastać nowe płatki. Początkowo małe białe listki, które po chwili rozbłysnęły
ciepłym, pomarańczowym światłem rozłożyły się w piękny kwiat.
- Niesamowite- dziewczyna
uśmiechnęła się szeroko. Teraz była przekonana, że postać, która nawiedzała ją
w snach, bez względu na to, czy była to Rosaline czy też nie, miała rację.
Alexandra Cain, była czarownicą.
Nazajutrz Alex obudziła się bardzo
wcześnie. Wszyscy jeszcze spali, a więc poranne czynności wykonała jak
najszybciej i jak najciszej mogła. Wciąż podekscytowana tym, co wydarzyło się
wczorajszego wieczora wyszła z domu. Jako że dopiero dochodziła siódma, Alex postanowiła
pójść pieszo. Kto wie, może po drodze znowu wypróbuje jakieś zaklęcie, jeśli
nikogo nie będzie w pobliżu?
Temperatura nie była zbyt wysoka, a
przy drodze unosiła się mgła. Chociaż pogoda nie sprzyjała spacerom, Alex żwawo
szła przed siebie. Nagle do jej uszu dobiegł szelest i odgłos łamanych gałęzi. Przystanęła
i rozejrzała się. Wokół panowała cisza. Jednak, kiedy podniosła wzrok ujrzała
stojącego pięć metrów przed sobą ogromnego szarego wilka. Zwierze zaczęło
warczeć i obnażyło swoje ogromne, ostre kły. Wilk zawarczał i zrobił krok w
kierunku dziewczyny, przygotowywał się do skoku. W chwili, kiedy jego łapy
oderwały się od powierzchni ziemi inny wilk, o brązowym futrze, zbił go z toru
lotu. Zwierzęcia zaczęły się gryźć. Alex odniosła dziwne wrażenie, że drugi
wilk chce ją obronić. Widziała, że szare zwierze ma ogromną przewagę. Szybko
przypomniała sobie zaklęcie, które przeczytała wczoraj. Wyciągnęła przed siebie
dłoń.
- Sagitta ignis- szepnęła. Znowu poczuła, jak ciepłe mrowienie
rozlewa się po jej ciele, a następnie płynie do dłoni, z której po chwili
wypłynęła wiązka ognia i trafiła prosto w szarego wilka.
- Sagitta ignis!- powtórzyła dziewczyna, teraz bardziej stanowczo. Ogień
ponownie trafił w zwierzę, które najwyraźniej porzuciło chęci zagryzienia
mniejszego od siebie wilka i cicho skomląc odskoczyło w las. Alexandra
podbiegła do brązowego wilka, który leżał nieruchomo na drodze. Gdy była już o
krok od swojego wybawcy, nagle całe zwierze zaczęło się trząść, jego kontury
zaczęły się zamazywać. Wszystko trwało tak długo, aż zwierze przeobraziło się w
człowieka. Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Teraz na drodze nie
leżał wilk stepowy, a dziewczyna. W dodatku była cała we krwi. Alex pospiesznie
zdjęcia kurtkę i okryła ją.
- Zadzwoń do Wayne’a Holt’a-
powiedziała słabym głosem. Alexandra rozpoznała, kto przed nią leży.
- Ale mój brat…
- Wayne Holt- powtórzyła po czym
straciła przytomność.
Alexandra bez słowa wyciągnęła
telefon i wykręciła numer do weterynarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz