niedziela, 12 sierpnia 2012

3. Dziwne sny.



       

            Ogród, po którym spacerowała Alexandra był przepiękny. Trawa była soczyście zielona, bujne krzaki różnokolorowych róż rosły po każdej stronie. Na środku ustawiono ogromną fontannę w kształcie litery W. Dziewczyna podeszła bliżej i ujrzała przejrzystą wodę oraz kilka dużych czarnych ryb, które pływały jedna za drugą. Przyglądała się wodzie, kiedy niespodziewanie obok jej odbicia ukazało się jeszcze jedno. Dziewczyna odskoczyła w przerażeniu i spojrzała na postać. Była niewiele wyższa od niej samej, miała na sobie duży czarny płaszcz, a na głowie zaciągnięty kaptur spod, którego wystawały brązowe włosy.
            - Kim jesteś?- zapytała Alex.
            - Alex, uważaj. Nikt nie jest tym, kim wydaje się być. Musisz poznać tajemnicę, aby być bezpieczna- odezwała się dziewczyna.
            - Kim jesteś i skąd wiesz jak się nazywam?- zapytała przerażona dziewczyna.
            - Nikt nie jest tym, kim wydaje się być. Poznaj prawdę, Alex- powtórzyła.
              Nagle wszystko wokół przykrył cień, jakby słońce zostało zasłonięte przez ciemne chmury. Alex rozejrzała się dookoła: trawę zastąpiła sucha wypłowiała ziemia, róże zwiędły, a woda w fontannie była czerwona niczym krew. Zakapturzona postać wyciągnęła rękę w kierunku dziewczyny i złapała ją za nadgarstek. Alex poczuła pieczenie…

            Dziewczyna uniosła się gwałtownie i szeroko otwarła oczy.
            - To był tylko sen. To był tylko przerażający sen…- powtarzała pod nosem. Starła dłonią zimny pot z czoła i opadła z powrotem na poduszki. Raptem poczuła niesamowite swędzenie na lewym nadgarstku. Uniosła dłoń na wysokość oczu i spostrzegła ciemny ślad. Kształtem przypominał dłoń. Gwałtownie wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki. Przyjrzała się swojej dłoni przy świetle żarówki nad lustrem, po czym odkręciła kurek i zanurzyła dłoń pod wodą. Kilka razy namydliła ślad i potarła gąbką, ale plama nie chciała zejść. Była niczym tatuaż, namalowana pod skórą.
            - Pewnie dalej śpię- powiedziała do swojego odbicia w lustrze. Ponownie odkręciła kurek kranu, tym razem z lodowato zimną wodą i umyła w niej twarz chcąc się obudzić z tego koszmaru. Dopiero po kilku minutach dotarło do niej, że to już nie sen. Stwierdziwszy, że śladu, który ma na ręce, nabawiła się podczas przeprowadzki, przebrała się, na ramiona założyła swój ulubiony plecak i wyszła z pokoju. Pokonała schody i znalazła się na parterze.
            - Dzień dobry- powiedziała z uśmiechem, kiedy z kuchni wyszedł Thomas White.
            - Dzień dobry Alexandro- odparł również się uśmiechając.
            - Robert już wstał?
            - Tak, pojechał do miasta załatwić kilka spraw o które go prosiłem- odpowiedział i ponownie wszedł do kuchni. Dziewczyna podążyła za nim. Ogromna kuchnia była wypełniona drogimi sprzętami. Na środku znajdowała się wysepka przy której ustawiono kilka krzeseł. Thomas wskazał dłonią jedno z krzeseł, a na blacie postawił kubek kawy.
            - Nie wiem jaką pijesz i czy w ogóle pijesz kawę?- zapytał spoglądając na dziewczynę.
            - Czarną bez cukru. Dziękuję Panu- uśmiechnęła się.
            - Nie mów do mnie „pan”. Wiem, że nie jestem młody, ale nie musisz mi o tym przypominać- zaśmiał się- Mów do mnie Tom.
            - Nie ma sprawy, Tom- odparła dziewczyna kładąc nacisk na imię mężczyzny.
            - Muszę lecieć. Już jestem spóźniony na bardzo ważne spotkanie, a jeszcze muszę odebrać kotkę od weterynarza. Biedaczka spadła przedwczoraj na krzak róży.- powiedział wkładając do kieszeni portfel i telefon.
            - Mogę ją odebrać- zaoferowała się Alex.
            Thomas przystanął na chwilę i spojrzał na dziewczynę.
            - Poradzę sobie, powiedz tylko gdzie jest weterynarz, a odbiorę kota i dostarczę do domu- dodała widząc, że Tom waha się nad odpowiedzią.
            - Będę Ci bardzo wdzięczny. Tu masz kluczyki, moje auto stoi na podjeździe, więc weź jakieś z garażu. Do wieczora- powiedział i niemalże wybiegł z kuchni.
            Weź jakieś z garażu. To ile ich tam masz? Pomyślała, ale ostatecznie nie chciała tego wiedzieć. Później myślałaby o tym w jaki sposób, ktoś kto mieszka w takim małym miasteczku może pozwolić sobie na tuzin samochodów. Wpadła na pomysł, że być może naprawdę jest łowcą czarownic i stąd wpływy, które pozwalają White’owi na zakup samochodów, ale po chwili zaśmiała się z tego jak bardzo irracjonalne jest to, co wymyśliła. Ostatecznie jest terrorystą, który musi się ukrywać i dlatego wybrał takie małe miasteczko. Kolejną myśl również szybko odgoniła.
            - Już wolę czarownice- powiedziała pod nosem i wcisnęła guzik, który otwierał drzwi garażowe. Alex weszła do pomieszczenia i włączyła lampy. Garaż wcale nie przypominał garażu, był to raczej ogromny hangar, w którym można było trzymać mniejszy samolot. Nie było tam niczego oprócz sześciu samochodów i dwóch motocykli. Każdy nakryty był przeźroczystą folią.
            - Sześć samochodów w górnym garażu… On JEST terrorystą- powiedziała sarkastycznie Alex. Wyjęła z kieszeni klucze, które wręczył jej Tom. Nie wiedziała z którego samochodu to klucze, nie było przy nich nawet żadnego symbolu marki auta, dlatego wcisnęła guziczek i wysłuchiwała, który samochód wyda z siebie dźwięk wołający „tu jestem”.
            Ostatni samochód zapiszczał. Alex podeszła bliżej i ściągnęła z niego folię.
            - O cholera- uśmiechnęła się, kiedy spostrzegła, że stoi przed nią czerwone Porsche 911. Bez wahania wsiadła do samochodu i odpaliła silnik. Prywatną drogę w posiadłości pokonała z nadmierną prędkością. Ko nie wykorzystałby okazji wciśnięcia pedału gazu do końca w takim samochodzie? Dopiero, kiedy wjechała do miasta zaczęła przestrzegać prędkości. W końcu to nie jej samochód, a pierwszego dnia w mieście nie powinna spędzić na posterunku policji, który właśnie mijała. Dostrzegła również znak, który oznajmiał, że klinika weterynaryjna mieści się sto metrów w prawo. Alex skręciła i zaparkowała samochód przed niewielkim budynkiem.
            Jej wejście do wnętrza budynku oznajmił mały złoty dzwoneczek powieszony nad drzwiami. Słyszała głośne ujadanie psa, który znajdował się w transporterze stojącym przy ladzie. Nie zastała niestety nikogo, kogo mogłaby zapytać o kotkę, więc uderzyła kilka razy w dzwonek stojący na ladzie. Pies nadal głośno szczekał, więc dziewczyna podniosła transporter i postawiła go na ladzie.
            - Nie krzycz maluchu, zaraz się ktoś Tobą zajmie- powiedziała i wyciągnęła psa z transportera i zaczęła głaskać. Szczeniak natychmiast się uspokoił, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety nadal nikt się nie pojawił.
            - Albo i nie, może jak zaczniemy razem krzyczeć, to ktoś nas usłyszy- zaśmiała się.
            - Halo, jest tu ktoś?- zawołała, a pies zawtórował jej szczeknięciem.
            - Już idę- usłyszała męski głos.
            - Widzisz, co dwa głosy to nie jeden- powiedziała do psa i znowu pogłaskała go po głowie. Maluch merdał ogonem z radości. Alex zaczęła się rozglądać po przychodni. Na ścianach było kilka tablic dotyczących anatomii psów, kotów i innych zwierząt oraz ogromny plakat z podobizną kota. Była na nim informacja, że w Salem widzi się co raz mniej kotów i prośba, aby ludzie dbali nawet o te dachowe czworonogi wystawiając przed dom wodę i coś do jedzenia.
            - Miasto czarownic, w którym znikają koty. Zacznie się robić dziwnie, kiedy miotły będą same sprzątać- powiedziała do pieska.
            - Jak ty to zrobiłaś?- usłyszała i odwróciła się gwałtownie w kierunku lady. Teraz stał za nią mężczyzna o krótkich blond włosach w białym kitlu.
            - Przepraszam, nie wiedziałam, że nie mogę go dotykać- zaczęła się nerwowo tłumaczyć- Po prostu strasznie głośno szczekał i chciałam go jakoś uspokoić- powiedziała wkładając ponownie pieska do transportera.
            - Nie, nie… Mam na myśli jak go uspokoiłaś? Od samego rana ciągle szczeka- powiedział, odebrał psiaka z jej rąk i zaczął mu się przyglądać.
            - Po prostu go pogłaskałam- powiedziała uśmiechając się lekko.
            - Znalazłem go dzisiaj rano przed drzwiami. Ktoś musiał go podrzucić. Jeśli nikt się nie zgłosi będę zmuszony oddać go do schroniska- odparł.
            - Z chęcią bym go przygarnęła- powiedziała głaszcząc psa raz jeszcze po małej główce- ale niestety nie mogę.
            - A tak w ogóle, to w czym mogę pomóc? Wątpię, że przyszłaś tu tylko po to, aby go uspokoić- chłopak uśmiechnął się. Alex przez chwilę wpatrywała się w jego uśmiech, a później przeniosła wzrok na plakietkę. Wayne Holt.
            - Powinni dopisać przystojny, miedzy imieniem a nazwiskiem…- powiedziała cicho pod nosem.
            - Słucham?
            - Nie, nic… To znaczy… Przyszłam odebrać kotkę. Niestety nie wiem jak się wabi, bo właściciel zapomniał mi powiedzieć. Wpadła kilka dni temu na krzak róży- powiedziała szybko.
            - Rosie. Kotka pana White’a?- zapytał zdziwiony.
            - Dokładnie tak- uśmiechnęła się.
            - Chwileczkę- odparł i zniknął za białym drzwiami. Alex głośno i powoli wypuściła powietrze z płuc, jednak nim tę czynność zakończyła Wayne Holt był już z powrotem. W jednej ręce trzymał czarny transporter, a w drugiej małe pudełko.
            - O to i nasz skoczek- powiedział wręczając Alex transporter- To są leki przeciwbólowe. Usunąłem wszystkie kolce, ale zapewne nadal czuje jakby siedziała na tym krzaku- dodał i podał dziewczynie pudełko z ampułkami- Należy je wcierać raz dziennie, najlepiej rano.
            - Dobrze, tak zrobię- powiedziała poważnie dziewczyna.
            - Czyli teraz ty się nią zajmujesz? Mieszkasz u Pana White’a?
            Alexandra spojrzała na chłopaka milcząc. Bardzo ciekawski ten pan weterynarz, usłyszała w swojej głowie.
            - Przepraszam, to nie moja sprawa. Nie powinienem Cię wypytywać- uśmiechnął się.
            - Nic się nie stało. Po prostu nie przywykłam do tylu pytań naraz- zaśmiała się- Pójdę już. Do widzenia- powiedziała na zakończenie i powoli, tyłem skierowała się do drzwi nie spuszczają wzorku z blondyna.
            - Do widzenia- odpowiedział wpatrując się w dziewczynę z uśmiechem na ustach.
            Gdy tylko Alex opuściła klinikę od razu się uśmiechnęła. Wayne Holt, powtórzyła w myślach.
            - Przepraszam, co Panowie robią?- krzyknęła, kiedy dostrzegła dwóch policjantów przy jej samochodzie. Podeszła bliżej i zauważyła, że jeden z nich zakłada blokadę na tylnym kole.
            - Co?! Dlaczego?
            Policjant wskazał jej znak zakazu parkowania.
            - Nie, proszę… To nawet nie jest mój samochód!
            - W takim razie mandatu też nie będzie Pani musiała płacić- powiedział. Wręczył jej świstek papieru i odszedł bez słowa razem ze swoim współpracownikiem.
            Jak Robert się dowie, to mnie zabije i będzie kazał znaleźć pracę na opłacenie tego mandatu, albo w odwrotnej kolejności, pomyślała. Złapała mocniej transporter z kotem i ruszyła pieszo w kierunku posiadłości.
- Jeśli takim samochodem pokonałam ten dystans w piętnaście minut, to za godzinę dotrę na miejsce- powiedziała pod nosem. Mijała sklepy i ludzi, którzy byli tak zabiegani, że ledwo ją zauważali. Zazwyczaj, kiedy pojawiała się z bratem w małym miasteczku, większość mieszkańców była zaintrygowana nowymi przybyszami. Zaczepiali ich na ulicach albo wysyłali delegację wraz z koszem owoców czy słodyczy. Tutaj wszyscy zachowywali się jakby znali ją od dawna i nie była nikim obcym.
- Jeszcze tylko kawałeczek- powiedziała zbliżając do twarzy transporter z kotem, tak aby mogła go zobaczyć. Minęła zardzewiałą bramę i wolnym krokiem szła przed siebie. Minęło dokładnie 28 minut odkąd wyruszyła w pieszą wycieczkę.
Nagle dziewczyna przystanęła i zaczęła się rozglądać. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, ale kiedy się odwróciła nikogo nie było.
- Zaczynam świrować- powiedziała do siebie i przyspieszyła kroku. Jednak wrażenie, że ktoś za nią idzie wcale nie minęło, wręcz zaczęło nasilać się co raz bardziej z każdym kolejnym krokiem. Usłyszała trzask łamanych gałęzi, spojrzała w lewo, przez chwilę widziała tam jakąś sylwetkę, ale kiedy znowu spojrzała nie było tam niczego oprócz drzew.
- Tu jestem- ktoś szepnął jej do ucha. Alexandra odskoczyła przerażona, bo nikogo nie było obok niej. Przycisnęła transporter do boku i zaczęła biec przed siebie co chwilę oglądać się czy ktoś za nią nie idzie.  
Nagle poczuła jak odbija się od czegoś i upada na ziemię. Spojrzała w górę i dostrzegła blondynkę średniego wzrostu. Odetchnęła z ulgą.
- Przepraszam, ja…Ja myślałam, ze ktoś mnie goni. Przepraszam- wymamrotała.
- Masz za co- prychnęła blondynka.
- Naprawdę przepraszam. Przez cały dzień…
- Myślisz, że mnie to interesuje?- zapytała blondynka. Alexandra spojrzała na dziewczynę zdziwiona jej reakcją.
- No dalej, możesz już iść i zabrać przeprosiny ze sobą- blondynka przewróciła oczami i wyminęła dziewczynę. Alex stała jeszcze przez chwilę w miejscu zastanawiając się czym zasłużyła sobie na takie traktowanie, po czym podniosła transporter z kotem i udała się w stronę domu.

1 komentarz: