Ogród, po którym spacerowała Alexandra był
przepiękny. Trawa była soczyście zielona, bujne krzaki różnokolorowych róż
rosły po każdej stronie. Na środku ustawiono ogromną fontannę w kształcie litery
W. Dziewczyna podeszła bliżej i ujrzała przejrzystą wodę oraz kilka dużych czarnych
ryb, które pływały jedna za drugą. Przyglądała się wodzie, kiedy
niespodziewanie obok jej odbicia ukazało się jeszcze jedno. Dziewczyna
odskoczyła w przerażeniu i spojrzała na postać. Była niewiele wyższa od niej
samej, miała na sobie duży czarny płaszcz, a na głowie zaciągnięty kaptur spod,
którego wystawały brązowe włosy.
- Kim jesteś?- zapytała Alex.
- Alex, uważaj. Nikt nie jest tym,
kim wydaje się być. Musisz poznać tajemnicę, aby być bezpieczna- odezwała się
dziewczyna.
- Kim jesteś i skąd wiesz jak się
nazywam?- zapytała przerażona dziewczyna.
- Nikt nie jest tym, kim wydaje się
być. Poznaj prawdę, Alex- powtórzyła.
Nagle wszystko
wokół przykrył cień, jakby słońce zostało zasłonięte przez ciemne chmury. Alex
rozejrzała się dookoła: trawę zastąpiła sucha wypłowiała ziemia, róże zwiędły,
a woda w fontannie była czerwona niczym krew. Zakapturzona postać wyciągnęła
rękę w kierunku dziewczyny i złapała ją za nadgarstek. Alex poczuła pieczenie…
Dziewczyna
uniosła się gwałtownie i szeroko otwarła oczy.
- To był
tylko sen. To był tylko przerażający sen…- powtarzała pod nosem. Starła dłonią
zimny pot z czoła i opadła z powrotem na poduszki. Raptem poczuła niesamowite
swędzenie na lewym nadgarstku. Uniosła dłoń na wysokość oczu i spostrzegła
ciemny ślad. Kształtem przypominał dłoń. Gwałtownie wyskoczyła z łóżka i
pobiegła do łazienki. Przyjrzała się swojej dłoni przy świetle żarówki nad
lustrem, po czym odkręciła kurek i zanurzyła dłoń pod wodą. Kilka razy namydliła
ślad i potarła gąbką, ale plama nie chciała zejść. Była niczym tatuaż,
namalowana pod skórą.
- Pewnie
dalej śpię- powiedziała do swojego odbicia w lustrze. Ponownie odkręciła kurek
kranu, tym razem z lodowato zimną wodą i umyła w niej twarz chcąc się obudzić z
tego koszmaru. Dopiero po kilku minutach dotarło do niej, że to już nie sen.
Stwierdziwszy, że śladu, który ma na ręce, nabawiła się podczas przeprowadzki,
przebrała się, na ramiona założyła swój ulubiony plecak i wyszła z pokoju.
Pokonała schody i znalazła się na parterze.
- Dzień
dobry- powiedziała z uśmiechem, kiedy z kuchni wyszedł Thomas White.
- Dzień
dobry Alexandro- odparł również się uśmiechając.
- Robert
już wstał?
- Tak,
pojechał do miasta załatwić kilka spraw o które go prosiłem- odpowiedział i
ponownie wszedł do kuchni. Dziewczyna podążyła za nim. Ogromna kuchnia była
wypełniona drogimi sprzętami. Na środku znajdowała się wysepka przy której
ustawiono kilka krzeseł. Thomas wskazał dłonią jedno z krzeseł, a na blacie
postawił kubek kawy.
- Nie wiem
jaką pijesz i czy w ogóle pijesz kawę?- zapytał spoglądając na dziewczynę.
- Czarną
bez cukru. Dziękuję Panu- uśmiechnęła się.
- Nie mów
do mnie „pan”. Wiem, że nie jestem młody, ale nie musisz mi o tym przypominać-
zaśmiał się- Mów do mnie Tom.
- Nie ma
sprawy, Tom- odparła dziewczyna kładąc nacisk na imię mężczyzny.
- Muszę
lecieć. Już jestem spóźniony na bardzo ważne spotkanie, a jeszcze muszę odebrać
kotkę od weterynarza. Biedaczka spadła przedwczoraj na krzak róży.- powiedział
wkładając do kieszeni portfel i telefon.
- Mogę ją
odebrać- zaoferowała się Alex.
Thomas
przystanął na chwilę i spojrzał na dziewczynę.
- Poradzę
sobie, powiedz tylko gdzie jest weterynarz, a odbiorę kota i dostarczę do domu-
dodała widząc, że Tom waha się nad odpowiedzią.
- Będę Ci
bardzo wdzięczny. Tu masz kluczyki, moje auto stoi na podjeździe, więc weź jakieś
z garażu. Do wieczora- powiedział i niemalże wybiegł z kuchni.
Weź jakieś z garażu. To ile ich tam masz? Pomyślała, ale
ostatecznie nie chciała tego wiedzieć. Później myślałaby o tym w jaki sposób,
ktoś kto mieszka w takim małym miasteczku może pozwolić sobie na tuzin
samochodów. Wpadła na pomysł, że być może naprawdę jest łowcą czarownic i stąd
wpływy, które pozwalają White’owi na zakup samochodów, ale po chwili zaśmiała
się z tego jak bardzo irracjonalne jest to, co wymyśliła. Ostatecznie jest terrorystą, który musi się ukrywać i dlatego wybrał
takie małe miasteczko. Kolejną myśl również szybko odgoniła.
- Już wolę
czarownice- powiedziała pod nosem i wcisnęła guzik, który otwierał drzwi
garażowe. Alex weszła do pomieszczenia i włączyła lampy. Garaż wcale nie
przypominał garażu, był to raczej ogromny hangar, w którym można było trzymać
mniejszy samolot. Nie było tam niczego oprócz sześciu samochodów i dwóch
motocykli. Każdy nakryty był przeźroczystą folią.
- Sześć
samochodów w górnym garażu… On JEST terrorystą- powiedziała sarkastycznie Alex.
Wyjęła z kieszeni klucze, które wręczył jej Tom. Nie wiedziała z którego
samochodu to klucze, nie było przy nich nawet żadnego symbolu marki auta,
dlatego wcisnęła guziczek i wysłuchiwała, który samochód wyda z siebie dźwięk
wołający „tu jestem”.
Ostatni
samochód zapiszczał. Alex podeszła bliżej i ściągnęła z niego folię.
- O
cholera- uśmiechnęła się, kiedy spostrzegła, że stoi przed nią czerwone Porsche
911. Bez wahania wsiadła do samochodu i odpaliła silnik. Prywatną drogę w
posiadłości pokonała z nadmierną prędkością. Ko nie wykorzystałby okazji
wciśnięcia pedału gazu do końca w takim samochodzie? Dopiero, kiedy wjechała do
miasta zaczęła przestrzegać prędkości. W końcu to nie jej samochód, a
pierwszego dnia w mieście nie powinna spędzić na posterunku policji, który
właśnie mijała. Dostrzegła również znak, który oznajmiał, że klinika
weterynaryjna mieści się sto metrów w prawo. Alex skręciła i zaparkowała
samochód przed niewielkim budynkiem.
Jej wejście
do wnętrza budynku oznajmił mały złoty dzwoneczek powieszony nad drzwiami.
Słyszała głośne ujadanie psa, który znajdował się w transporterze stojącym przy
ladzie. Nie zastała niestety nikogo, kogo mogłaby zapytać o kotkę, więc
uderzyła kilka razy w dzwonek stojący na ladzie. Pies nadal głośno szczekał,
więc dziewczyna podniosła transporter i postawiła go na ladzie.
- Nie
krzycz maluchu, zaraz się ktoś Tobą zajmie- powiedziała i wyciągnęła psa z
transportera i zaczęła głaskać. Szczeniak natychmiast się uspokoił, jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety nadal nikt się nie pojawił.
- Albo i
nie, może jak zaczniemy razem krzyczeć, to ktoś nas usłyszy- zaśmiała się.
- Halo,
jest tu ktoś?- zawołała, a pies zawtórował jej szczeknięciem.
- Już idę- usłyszała
męski głos.
- Widzisz,
co dwa głosy to nie jeden- powiedziała do psa i znowu pogłaskała go po głowie.
Maluch merdał ogonem z radości. Alex zaczęła się rozglądać po przychodni. Na
ścianach było kilka tablic dotyczących anatomii psów, kotów i innych zwierząt
oraz ogromny plakat z podobizną kota. Była na nim informacja, że w Salem widzi
się co raz mniej kotów i prośba, aby ludzie dbali nawet o te dachowe czworonogi
wystawiając przed dom wodę i coś do jedzenia.
- Miasto
czarownic, w którym znikają koty. Zacznie się robić dziwnie, kiedy miotły będą
same sprzątać- powiedziała do pieska.
- Jak ty to
zrobiłaś?- usłyszała i odwróciła się gwałtownie w kierunku lady. Teraz stał za
nią mężczyzna o krótkich blond włosach w białym kitlu.
-
Przepraszam, nie wiedziałam, że nie mogę go dotykać- zaczęła się nerwowo
tłumaczyć- Po prostu strasznie głośno szczekał i chciałam go jakoś uspokoić-
powiedziała wkładając ponownie pieska do transportera.
- Nie, nie…
Mam na myśli jak go uspokoiłaś? Od samego rana ciągle szczeka- powiedział,
odebrał psiaka z jej rąk i zaczął mu się przyglądać.
- Po prostu
go pogłaskałam- powiedziała uśmiechając się lekko.
- Znalazłem
go dzisiaj rano przed drzwiami. Ktoś musiał go podrzucić. Jeśli nikt się nie
zgłosi będę zmuszony oddać go do schroniska- odparł.
- Z chęcią
bym go przygarnęła- powiedziała głaszcząc psa raz jeszcze po małej główce- ale
niestety nie mogę.
- A tak w
ogóle, to w czym mogę pomóc? Wątpię, że przyszłaś tu tylko po to, aby go
uspokoić- chłopak uśmiechnął się. Alex przez chwilę wpatrywała się w jego
uśmiech, a później przeniosła wzrok na plakietkę. Wayne Holt.
- Powinni
dopisać przystojny, miedzy imieniem a nazwiskiem…- powiedziała cicho pod nosem.
- Słucham?
- Nie, nic…
To znaczy… Przyszłam odebrać kotkę. Niestety nie wiem jak się wabi, bo
właściciel zapomniał mi powiedzieć. Wpadła kilka dni temu na krzak róży-
powiedziała szybko.
- Rosie.
Kotka pana White’a?- zapytał zdziwiony.
- Dokładnie
tak- uśmiechnęła się.
-
Chwileczkę- odparł i zniknął za białym drzwiami. Alex głośno i powoli wypuściła
powietrze z płuc, jednak nim tę czynność zakończyła Wayne Holt był już z powrotem.
W jednej ręce trzymał czarny transporter, a w drugiej małe pudełko.
- O to i
nasz skoczek- powiedział wręczając Alex transporter- To są leki przeciwbólowe.
Usunąłem wszystkie kolce, ale zapewne nadal czuje jakby siedziała na tym
krzaku- dodał i podał dziewczynie pudełko z ampułkami- Należy je wcierać raz
dziennie, najlepiej rano.
- Dobrze,
tak zrobię- powiedziała poważnie dziewczyna.
- Czyli
teraz ty się nią zajmujesz? Mieszkasz u Pana White’a?
Alexandra
spojrzała na chłopaka milcząc. Bardzo
ciekawski ten pan weterynarz, usłyszała w swojej głowie.
-
Przepraszam, to nie moja sprawa. Nie powinienem Cię wypytywać- uśmiechnął się.
- Nic się
nie stało. Po prostu nie przywykłam do tylu pytań naraz- zaśmiała się- Pójdę już.
Do widzenia- powiedziała na zakończenie i powoli, tyłem skierowała się do drzwi
nie spuszczają wzorku z blondyna.
- Do
widzenia- odpowiedział wpatrując się w dziewczynę z uśmiechem na ustach.
Gdy tylko
Alex opuściła klinikę od razu się uśmiechnęła. Wayne Holt, powtórzyła w myślach.
-
Przepraszam, co Panowie robią?- krzyknęła, kiedy dostrzegła dwóch policjantów
przy jej samochodzie. Podeszła bliżej i zauważyła, że jeden z nich zakłada
blokadę na tylnym kole.
- Co?!
Dlaczego?
Policjant
wskazał jej znak zakazu parkowania.
- Nie,
proszę… To nawet nie jest mój samochód!
- W takim
razie mandatu też nie będzie Pani musiała płacić- powiedział. Wręczył jej
świstek papieru i odszedł bez słowa razem ze swoim współpracownikiem.
Jak Robert się dowie, to mnie zabije i
będzie kazał znaleźć pracę na opłacenie tego mandatu, albo w odwrotnej
kolejności, pomyślała. Złapała mocniej transporter z kotem i ruszyła pieszo
w kierunku posiadłości.
- Jeśli takim samochodem pokonałam
ten dystans w piętnaście minut, to za godzinę dotrę na miejsce- powiedziała pod
nosem. Mijała sklepy i ludzi, którzy byli tak zabiegani, że ledwo ją zauważali.
Zazwyczaj, kiedy pojawiała się z bratem w małym miasteczku, większość
mieszkańców była zaintrygowana nowymi przybyszami. Zaczepiali ich na ulicach
albo wysyłali delegację wraz z koszem owoców czy słodyczy. Tutaj wszyscy
zachowywali się jakby znali ją od dawna i nie była nikim obcym.
- Jeszcze tylko kawałeczek-
powiedziała zbliżając do twarzy transporter z kotem, tak aby mogła go zobaczyć.
Minęła zardzewiałą bramę i wolnym krokiem szła przed siebie. Minęło dokładnie
28 minut odkąd wyruszyła w pieszą wycieczkę.
Nagle dziewczyna przystanęła i
zaczęła się rozglądać. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, ale kiedy się
odwróciła nikogo nie było.
- Zaczynam świrować- powiedziała do
siebie i przyspieszyła kroku. Jednak wrażenie, że ktoś za nią idzie wcale nie
minęło, wręcz zaczęło nasilać się co raz bardziej z każdym kolejnym krokiem.
Usłyszała trzask łamanych gałęzi, spojrzała w lewo, przez chwilę widziała tam
jakąś sylwetkę, ale kiedy znowu spojrzała nie było tam niczego oprócz drzew.
- Tu jestem- ktoś szepnął jej do
ucha. Alexandra odskoczyła przerażona, bo nikogo nie było obok niej.
Przycisnęła transporter do boku i zaczęła biec przed siebie co chwilę oglądać
się czy ktoś za nią nie idzie.
Nagle poczuła jak odbija się od
czegoś i upada na ziemię. Spojrzała w górę i dostrzegła blondynkę średniego
wzrostu. Odetchnęła z ulgą.
- Przepraszam, ja…Ja myślałam, ze
ktoś mnie goni. Przepraszam- wymamrotała.
- Masz za co- prychnęła blondynka.
- Naprawdę przepraszam. Przez cały
dzień…
- Myślisz, że mnie to interesuje?-
zapytała blondynka. Alexandra spojrzała na dziewczynę zdziwiona jej reakcją.
- No dalej, możesz już iść i zabrać
przeprosiny ze sobą- blondynka przewróciła oczami i wyminęła dziewczynę. Alex
stała jeszcze przez chwilę w miejscu zastanawiając się czym zasłużyła sobie na
takie traktowanie, po czym podniosła transporter z kotem i udała się w stronę
domu.
Boże, uwielbiam to <3
OdpowiedzUsuńE.